15
*Oczami Mani* *Rano*
Wstałam rano z wielkim kacem, już miałam się zbierać kiedy zauważyłam że nie jestem w swoim pokoju, wyszłam na korytarz i znów zdziwiło mnie to że nie mam niebieskiego korytarza. Zeszłam na dół i zauwżyłam 5 osób siedzących na sofie. Nie znałam ich, oprócz jednego. Chłopaka o kręconych włosach, podeszłam do kanapy by się przywitać i dowiedzieć czegoś więcej. Chłopcy zwrócili swoją uwagę na mnie i wybałuszyli oczy. No tak, miałam ubrana niebieską bieliznę i koszlke z nadrukiem, zakrywała mi połowę dupy. Loczek wstał z kanapy i przytulił się mocno do mnie, ja zdziwiona objęłam Go, nagle poczułam większy ucisk. Okazało się że wszyscy są w około mnie, a ja stoję przytulona z każdej strony, nie odzywając się, wyrwałam się z uścisku chłopaków, i poszłam do kuchni, posznupałam po szafkach, znalazłam szklankę i nalałam sobie wody, w ciszy siadłam koło bruneta.
Chciałam na chwile posiedzieć w ciszy, jednak się nie udało.
-A no wiec Mania? Jak dobrze pamiętam. Loczek spotkał cię prawie nie żywą przy barze. Tak dla informacji jak się u nas znalazłaś.- powiedział do mnie farbowany blondyn.
-Dobrze wiedzieć. Ale nawet was nie znam. Obudziłam się w czyimś łóżku, nic nie pamiętam. Nie wiem kim jesteście choć twarze bardzo znajome z telewizji. Przepraszam Was bardzo, ale nie mam zbytnio czasu. Musze się ubrać i jakoś trafic do domu do mojej koleżanki, wczoraj bardzo duzo przeszła i muszę ją wspierać. Bardzo mi było miło, ale muszę iśc do łazienki jeśli mogę i ubiorę się. Nie będę już robiła kłopotu. - mówiłam wciąż i mówiłam. Mój monolog mógł się nie kończyć, ale zaschło mi w gardle. Nikt się nie odezwał. Ja niezapokojona wyszłam z salonu, i podreptałam na Górę z jeszcze większym bólem głowy. Jedynie z czym miałam kłopot to jak dojść do domu.
Weszłam do tego samego pokoju co się w nim obudziłam. Zebrałam swoje rzeczy do torebki, a z niej wyciagnełam czyste (zawsze nosze nigdy nic nie wiadomo). Pobiegłam do łazienki, wzięłam prysznic. Uczesałam włosy i ubrałam na siebie biały top, i czarne lakierowane jeansy. Wyszłam z łazienki. Znalazłam śpiącego Loczka. Usmiechnełam się na samą myśl o tym jak słodko wygląda. Chyba mi się spodobał, ale to nic nie znaczy :) Po cichutku zeszłam na dół gotowa do wyjścia, już miałam zakładać moje czerwone botki kiedy ktos mnie zawołał. Odwróciłam się, ale nikogo nie zauważyłam. W salonie tez nikogo nie spotkałam. Wróciłam do ubierania prawego botka kiedy znów usłyszałam swoje imię. Zdiełam po raz drugi buta i poszłam do salonu, nikogo nie ma. Obeszłam cała Górę, kiedy zeszłam wszyscy siedzieli wpatrzeni we mnie jak w aniołka na swoich tyłkach. Grzecznie napytałam
-Co się stało?
-Nie chcemy zebys szła, nawet cię nie znamy. Ty nas na pewno znasz, ale nie kojarzysz. Proszę cię siądź tutaj. Opowiedz cos sobie my ci się przypomnimy i cię puścimy wolno, ale musisz nam dać swój numer. Oki?- zapytał blondas. Poklepał ręką miejsce obok, a ja jak posłuszny piesek siadłam. Pogłaskał mnie po ramieniu i objął. Popatrzyłam na niego wzrokiem mówiącym "puść mnie, albo ci urwę jaja", chłopak chyba zrozumiał i mnie puścił. -A no wiec co wam mam powiedzieć?- zapytałam zaciekawiona
-No wszystko, jak chcesz my możemy zacząć. Ja jestem Niall, obok mnie siedzi Zayn. Ten z komórką w ręku to Louis. Ten w kuchni to nasz dady, czyli Liam. Ten co jest nie wiem gdzie to jest Harry.
*Oczami Niall'a*
Patrzyła na nas z otwartą buzią, lekko się uśmiechnęła i głęboko oddychała. Każdy z nas był zdziwiony reakcją jej. Każda inna osoba by po nas skakała i była by inna, a ona trochę ze zdziwieniem i z uśmiechem na twarzy popatrzała i tyle? Czyli nas nie lubi? Szkoda. Bardzo fajna z niej dziewczyna :(. Nagle dziewczyna połknęła powietrze...
-No tak, wiedziałam że was znam. Jesteście 5 przyjaciółmi, którzy podobno tu już troche mieszkają.. Ludzie o was gadają ze ktoś z was to gej czy coś. NIe wierze w to, ale jako osoby już was polubiłam. -dziewczyna nas uwielbia, kamień spadł mi z serca. Przy najmniej nie jest tak jak inni. Ale jaki gnojek, jesku czy ich jest 2. - No to odpowiadaj nam o sobie.- szeptem powiedział Lou jak by się czegoś bał. Nie był to zbyt miły wyraz pytania czy stwierdzenia.
-No to jestem Mania Stirson. Nie mam rodzeństwa...- na tą wiadomość jak by posmutniała, widziałem jej oczy świeciły się jak iskierki. - Mam 19 lat. No i chyba tyle. - dziewczyna skonczyła dośc krótką wypowiedz kiedy do salonu przyszedł Harry, podszedł do dziewczyny i lekko musnął jej policzek. Ona odwzajemniła lekki pocałunek i poszła do hollu, za nią Zayn i Harry, nie mogłem być gorszy pobiegłem do pomieszczenia. Dziewczyna stała przed drzwiami odwrócona w nasza stronę. - EEE nie chce robić kłopotu, ale Harry czy mógł byś mnie odwieśc do domu? Jak się nie myle to 10 minut stąd, ale nie chce wracać sama. Jeszcze piechotą. BYł byś taki dobry. ?- myślałem że mnie zapyta albo Zayna, ale nie Loczek wygrywa bitwe. On ma zawsze każdą, ma ją na jedną noc najczęsciej w jakimś hotelu, a rano przychodzi do domu jakby nigdy nic. Z nią było inaczej, ale dalej to nie znaczy że Harry, się nie zmienił. Nawet Zayn już przestał imprezować bawić się z laskami. Tak jak i reszta zespołu. Od kąd jakas tam laska pobawiła się uczuciami Harrego, teraz ten się bawi dziewczynami... Dziewczyna stała tak, kiedy chyba sie poddała i otworzyła drzwi by sie wjśc. W końcu nikt sie nie odezwał. A jednak gdy tylko Harry usłyszł dziwiek otwierających się drzwi sie obudził.
-Tak, tak. Juz cie odwiozę, poczek minute.
---------------------------------------------------------------
No to kolejny dziki rozdział. Bardzo was kocham i życze danej środy. Cieszcie się dopoki możecie że sa coraz częsciej dodawane, bo za niedługo sie to moze skończyć :))))
środa, 25 lutego 2015
wtorek, 24 lutego 2015
14
*Oczami Angeliki*
-Jeśli wszystko słyszałeś. Czy to jest prawda. Jestem tylko na chwile, żebyś się pobawił!!!?- krzyczałam, bo nie potrafiłam już być spokojna. Łzy ciekły mi hektolitrami. Byłam wściekła, myślałam ze mnie kocha. Że to co powiedział wtedy u niego prawda, ale nie. Własnie widze jaka ja jestem szczęśliwa, że wszyscy koło mnie latają, jasne. -Nie odpowiesz tak, dobra mam dość. Koniec z nami. Zaufałam Ci, a ty to wykorzystałeś. Wszystko co mówiłeś wtedy u Ciebie to nie była prawda, tak? Bądź z siebie dumny, udało Ci się mnie jeszcze bardziej zgnojić niż zrobił to moj ojciec. Pojechałeś po bandzie Ben. - Gdy wspomniałam o, o moim ojcu ( teraz już moge powiedzieć że nie) to łzy zaczeły mi jeszcze szybciej spływać po policzkach niż przed chwilą. Nie odzywał się dalej, odepchnełam Go od siebie, sprzedałam mu mocnego liścia. I wyszłam. On jak dupek został tam. Zeszłam na dół by zobaczyc czy Mania nie wyszła, miałam racje siedziała na kanapie z kubkiem czekolady. Podeszłam po niej, i przytuliłam się. Potrzebne mi było przewietrzenie się, ale byam tak wykończona. Nogi miałam z waty, Mania wstała i poszła do góry, usłyszałam tylko ciche jęknięcie i krzyk. Ten krzyk mnie obudził, wstałam i poszłam w ślady współlokatorki, jedynie co widziałam to czerwony policzek Bena, a jedynie co słyszałam to:
-Wyjdź z tąt, albo skończysz w szpitalu. Ona cię nienawidzi. Jeśli chciałeś sobie szukac ofiare trzeba było iść do klubu dla prostytutek tam masz ich wiele. Po za tym myślisz że ja cię nie znam. Znam i to dobrze. Gdy cię zobaczyłam pierwszy raz w barze gdzie pracowałam, sądziłam że jesteś boski. Ale potem lizałeś sie z jakąs laską w kącie i tak było codziennie, ale za każdym razem miałeś inną. Odeszłąm z klubu bo nie mogłam na to patrzeć zapomniałam o Tobie, a teraz gdy sie pojawiasz niszczysz zycie mojej przyjaciółce.- dziewczyna była coraz bardziej wkurzona, chłopak stał jak słup z łzami w oczach. Te oczy... one czarują. Uświadamiam sobie że go kocham, ale mnie skrzywdził i to mocno. Mam zamiar się dzisiaj uchlać i zaszaleć. Podbiegłam do Mani, wziełam jej rękę i wesżłam do jej sypialni zatrzasnełam drzwi mu przed twarzą. Chłopak odetchnął głosno i chyba sobie odpuścił. Dalej mysle sobie dlaczego się nie odzywa. Miał szanse się wytłumaczyć, ale nie bo po co?
Dziewczyna sie do mnie odwróciła, po czym...:
-Idziemy dzisiaj na impre, nie ma żadnych, ale pożycze Ci kiecke. Jutro pódziemy do Lisy po rzeczy. W następnych dniach zobaczy się jeszcze. - kończąc swój monolog podeszła do szafy wyciągając panterkowy zestaw, podała lakier, szminke i wszystko co było do tego zestawu. Ona sama wybrała sobie spódniczkę z bluzką (oczywiście bez tego popcornu). Szybkim krokiem weszłam do sypialni na przeciw i przebrałam się w zestaw. Zrobiłam włosy, pomalowałam paznokcie i starannie je wysuszyłam. Na sam koniec został mi makijaż, postanowiłam że lekko sobie pomaluje oczy, ale za to dośc mocno czerwoną szminką usta. Gotowa do wyjścia, załozyłam buty, wziełam torebke, i zeszłam na dół. Zastałam tam moją koleżankę i razem wyszłyśmy z mieszkania. Zakluczyłam drzwi i po chwili znalazłam sie w taksówce.
Na miejsce podwiózł nas starszy mężczyzna w wieku około 50. Mania zapłaciła i razem weszłyśmy do klubu. Przy wejściu pokazałyśmy dokumenty i ochroniarze nas spokojnie wpuścili. Na pierwszy rzut oka, klub wydawał się bardzo mocny było czuć papierosy, jak i alkohol. Było widać spoconych facetów obmacujących jakieś laski. Ale gdy doszłyśmy do baru i do strefy tych lepszych gdzie dziewczyna nam załatwiła miejsce było supi. Zamówiłyśmy po kieliszku czystej i do tego cola. Pierwsza wypiła Mania. Potem ja, szło mi to opornie, ale po 4 kolejce się rozkręciłam. Gdy miałam ochote na 5 kolejkę. Mania wyleciała na parkiet i zaczeła trząść tyłkiem, wyglądało to komicznie. Nie sorry prze komicznie. PO kilkunastu minutach wpatrywania się w kochaną wariatkę, zauwazyłam że dziewczyna znajdowała się na stole i... i jakiś zboczeniec klepał ją po tyłku. Nie miałam nic przeciwko, ale to nie wyglądało zbyt fajnie. Podeszłam po 5 kolejkę i zaniosłam 2 kieliszki na stół. Rozsiadłam się wygodnie i wyjełam telefon, miałam 10 nieodebranych połaczeń. 5 od Bena i 2 od Andiego i 3 Lisy. Wisi mi to niech sobie dzwonią. Na poczatku mnie olała t o teraz ja ją będę olewała. Zostawiła torebkę na siedzeniu i poprosiłam koleżankę obok by jej popilnowała. Ja sama poszłam szalce na parkiet. Zanim zaczęłam tańczyć sama podszedł do mnie jakis facet i objął w talii. Przetańczyliśmy z 3 tańczy po czym zrobiłam sie zmęczona. Nie byłam nachlana, nie to co Mania. Ona gdzieś tam jest i zapewne się z kimś liże. Ale to tak na marginesie...
Była 2 w nocy jak Mania pierwszy raz od wieków siadła i się napiła, wtedy ja znowu wkroczyłam do akcji, niestety nie potańczyłam sobie z jakimś facetem i przyszedł Ben wpieprzając mu za obmacywanie mnie. Złapał za nadgarstek wyprowadzając na tył klubu.
-Ty jesteś... -nie dokończył bo przywarłam mu do ust by już nic nie gadał. Odwzajemnił pocałunek, ale zaraz sie otrząsnął. - Ja nie chce, bo ty jesteś pijana i jutro tego nie będziesz pamiętać. A ja Cię kocham. I wcale nie jesteś na jedną noc. Inaczej bym po ciebie tu nie przyszedł, siedziałem w domu. Kiedy Lisa mi zadzwoniła że jesteś w tym klubie z jakimś zboczeńcem... Nie wytrzymałem musiałem przyjechać. Wybacz mi skarbie, wybacz.- W oku zakręciła mu się jedna łza, zrobił sie blady. Bardzo posmutniał.
-Nie jestem pijana, aż tak bardzo. Ja sie wtedy wściekłam bo dowiedziałam się. Nie chciałeś mi powiedziec, dlaczego? Wierze że sie zmieniłeś. Naprawde, ale musisz mi powiedziec wszystko. - Wszytsko co miałam do powodzenia powiedziałam. Oczy mu sie jeszcze barziej zeszkliły, otulił mnie swoimi umięsnionymi ramionami. Jak ja Go kocham, ale musi mi powiedzieć prawde, zresztą ja... ja też go okłamuje...
Chłopak chwycił mnie za ręke i razem poszlismy w stronę domu. Wysłałam szybkiego sms Mani że jestem bezpieczna i dozobaczenia jutro rano. Dziewczyna bardzo szybko odpisała, i chyba wróciła do dalszej zabawy. Podeszliśmy do mojego domu ( + Mani), na pożegnanie mnie czule pocałował i odszedł. Otworzyłam drzwi i w spokoju poszłam spać, nie miałam siły na jakiekolwiek odswieżenie.
--------------------------------------------------------------------------
Siemeczka ludziska nowy dzisiaj bardzo nudny, ale zbliżamy się do koncertu,którego zapewne ten dzień nie ma.
Na miejsce podwiózł nas starszy mężczyzna w wieku około 50. Mania zapłaciła i razem weszłyśmy do klubu. Przy wejściu pokazałyśmy dokumenty i ochroniarze nas spokojnie wpuścili. Na pierwszy rzut oka, klub wydawał się bardzo mocny było czuć papierosy, jak i alkohol. Było widać spoconych facetów obmacujących jakieś laski. Ale gdy doszłyśmy do baru i do strefy tych lepszych gdzie dziewczyna nam załatwiła miejsce było supi. Zamówiłyśmy po kieliszku czystej i do tego cola. Pierwsza wypiła Mania. Potem ja, szło mi to opornie, ale po 4 kolejce się rozkręciłam. Gdy miałam ochote na 5 kolejkę. Mania wyleciała na parkiet i zaczeła trząść tyłkiem, wyglądało to komicznie. Nie sorry prze komicznie. PO kilkunastu minutach wpatrywania się w kochaną wariatkę, zauwazyłam że dziewczyna znajdowała się na stole i... i jakiś zboczeniec klepał ją po tyłku. Nie miałam nic przeciwko, ale to nie wyglądało zbyt fajnie. Podeszłam po 5 kolejkę i zaniosłam 2 kieliszki na stół. Rozsiadłam się wygodnie i wyjełam telefon, miałam 10 nieodebranych połaczeń. 5 od Bena i 2 od Andiego i 3 Lisy. Wisi mi to niech sobie dzwonią. Na poczatku mnie olała t o teraz ja ją będę olewała. Zostawiła torebkę na siedzeniu i poprosiłam koleżankę obok by jej popilnowała. Ja sama poszłam szalce na parkiet. Zanim zaczęłam tańczyć sama podszedł do mnie jakis facet i objął w talii. Przetańczyliśmy z 3 tańczy po czym zrobiłam sie zmęczona. Nie byłam nachlana, nie to co Mania. Ona gdzieś tam jest i zapewne się z kimś liże. Ale to tak na marginesie...
Była 2 w nocy jak Mania pierwszy raz od wieków siadła i się napiła, wtedy ja znowu wkroczyłam do akcji, niestety nie potańczyłam sobie z jakimś facetem i przyszedł Ben wpieprzając mu za obmacywanie mnie. Złapał za nadgarstek wyprowadzając na tył klubu.
-Ty jesteś... -nie dokończył bo przywarłam mu do ust by już nic nie gadał. Odwzajemnił pocałunek, ale zaraz sie otrząsnął. - Ja nie chce, bo ty jesteś pijana i jutro tego nie będziesz pamiętać. A ja Cię kocham. I wcale nie jesteś na jedną noc. Inaczej bym po ciebie tu nie przyszedł, siedziałem w domu. Kiedy Lisa mi zadzwoniła że jesteś w tym klubie z jakimś zboczeńcem... Nie wytrzymałem musiałem przyjechać. Wybacz mi skarbie, wybacz.- W oku zakręciła mu się jedna łza, zrobił sie blady. Bardzo posmutniał.
-Nie jestem pijana, aż tak bardzo. Ja sie wtedy wściekłam bo dowiedziałam się. Nie chciałeś mi powiedziec, dlaczego? Wierze że sie zmieniłeś. Naprawde, ale musisz mi powiedziec wszystko. - Wszytsko co miałam do powodzenia powiedziałam. Oczy mu sie jeszcze barziej zeszkliły, otulił mnie swoimi umięsnionymi ramionami. Jak ja Go kocham, ale musi mi powiedzieć prawde, zresztą ja... ja też go okłamuje...
Chłopak chwycił mnie za ręke i razem poszlismy w stronę domu. Wysłałam szybkiego sms Mani że jestem bezpieczna i dozobaczenia jutro rano. Dziewczyna bardzo szybko odpisała, i chyba wróciła do dalszej zabawy. Podeszliśmy do mojego domu ( + Mani), na pożegnanie mnie czule pocałował i odszedł. Otworzyłam drzwi i w spokoju poszłam spać, nie miałam siły na jakiekolwiek odswieżenie.
--------------------------------------------------------------------------
Siemeczka ludziska nowy dzisiaj bardzo nudny, ale zbliżamy się do koncertu,którego zapewne ten dzień nie ma.
niedziela, 22 lutego 2015
13
-Że co ? Nie gadasz serio?- chłopak aż krzyczał do telefonu, zdenerwowany. Postanowiłam dać Angelikę do telefonu. Jeszcze przed tym powiedziałam mu że:
-Żarcik!!!!- Krzyknęłam, na co chłopak głośno odetchnął. Nastała cisza. Nikt się nie odzywał. Agni stała i patrzała na to wszytko z wysepki w salonie. Podbiegając do mnie żeby wziąć telefon, zahaczyła się o dywan i runęła na ziemie. Niestety musiała się odezwać, znaczy krzyknąć głośne "FuCK". Chłopak to usłyszał i przerwał cisze między nami.
-Daj mi ją do telefonu, proszę. Ja nie wiem co takiego zrobiłem, jej mama dzwoni po ludziach i pyta się co się stało, że uciekła. Lisa nie odpowiada na żadne SMS. Ich mama się martwi.- gdy skończył swój monolog, którego tak jakby nie słuchałam. Postanowiłam zawołać tą niezdarę do telefonu. Widac po chłopaku że się zakochał.
Podeszłam do dziewczyny i dałam jej telefon, ona na początku kręciła przecząco głową, ale się przekonała. Przyłożyła telefon do ucha. Usmiechneła się gdy usłyszała jego głos. Widziałam w jej oczach tęsknote. Te iskierki gdy do niej mówił skakały z szczęścia. Ona sama się ciągle szczerzyła. Po skończonej rozmowie, dziewczyna przytuliła do mnie, szepcząc moje ulubione słowo. A mianowicie "dziękuję". Stałyśmy przytulone do siebie ponad 5 minut, aż usłyszałam dźwięk dzwonka od drzwi. Pobiegłam do nich i starannie otwarłam. Zobaczyłam dość przystojnego chłopaka o ciemnej czuprynie. Wpuściłam go do środka by poznał Agni. Ale przypomniałam sobie co mówiła mi brunetka, przecież to Ben. O boże. Spodobał mi się chłopak mojej współlokatorki. Nie możliwe. Dobra, skończę z tym.
Chłopak stał w stroju jak na zimny dzień, a było ponad 25 stopni, ale nie wnikam. Ja wyszukiwałam wzrokiem dziewczynę, lecz nie dostrzegłam jej. Pobiegłam na gore zostawiając chłopaka samego. Weszłam do jej sypialni. Zastałam ją zapłakaną na łóżku. W ręce miała brudnopis i ołówek. Pisała coś, ale nie mogłam dostrzec co. Za daleko stałam. A ona za małymi literkami pisze.
*Ben*
Po skończonej rozmowie. Wsiadłem w auto, spoglądając na kartkę z adresem mieszkania. Nie sądziłem że mi poda. Bałem się że naprawdę się z kimś liże, i że coś się stało dlatego usiekła. Ten list co napisała pokazałem p.Misi, nie tryskała radością, ale też nie była smutna. Zaczęła wydzwaniać gdzieś. Dzwoniła też do Lisy, ale to nic nie dawało. Andi gdzieś ją wziął. Jechałem ponad 10 minut. Gdy zapukałem otworzyła mi ładna dziewczyna ubrana w ładny strój. Nie sugerowałem że mi się nie podoba, ale nie mogę. Dziewczyną mojego zycia jest Angelika. Nikt inny.
Wszedłem do pomieszczenia, staliśmy jak słupy. Podejrzewałem że szatynka (jak dobrze powiedziałem) też szuka mojej dziewczyny. Tak miałem po minucie, dziewczyna zostawiła mnie w salonie, pobiegła do góry. Pewnie do Agni żeby się upewnić że idzie.
Mijały minuty, dziewczyn dalej nie było. Martwiłem się, nie mogłem siedzieć tak bezczynnie. Wszedłem po schodach na pierwsze piętro. Miałem przed oczami piękny szary korytarz z 4 wejściami. Otworzyłem pierwsze, okazało się że to łazienka, szybko je zamknąłem. Odwróciłem się do drzwi za mną i usłyszałem fragment rozmowy.
-Powiem ci tak widać że go kochasz i on ciebie. Wiem że się boisz zaufać, ale nie możesz tak przystojnego, pełnego uczuć chłopaka zostawiać. Ty go kochasz zrozum. - powiedziałam... ścierając łzę z twarzy Angeliki.
-Ale co on może sobie o mnie teraz pomyśleć. Uciekłam tak bez pożegnania, bo widziałam go z "moimi przyjaciółmi". Obojętnie mnie przytulił i poszedł do nich, a ja stałam tam jak jakaś idiotka. Tak prawda boje się zakochać, ale na to już za późno. Już się zakochałam. Zapomniałam choć na chwile o... o ojcu. Co mi robił. Zapomniałam jak miałam ciężko, przy nim czuje się inna. Ale nie wiesz czegoś co ja wiem. Kiedy spacerowałam po parku podeszła do mnie taka dziewczyna. Nie znam jej ale powiedziała czy moze autograf i zdjęcie zemną. Dałam jej to wszystko, po tym podszedł do mnie przytulił i odszedł. Dziewczyna znowu podeszła. Ostrzegała mnie przed Benem. Powiedziała że dla Niego dziewczyna jest na raz. Ona też z nim się przespała. (tego nie było napisane w poprzednich rozdziałach). -W tym momencie do oczu napłynęła słona ciecz. Szczerze nigdy nie posądzałam go o to, ale mówił że mnie kocha. Znów się zawiodłam, czyżby dałam się podpuścić.... Nie to nie możliwe. Mania się już nie odezwała. Wyszła z pokoju, przy drzwiach się zatrzyma tam Bena. Wszystko słyszał.
*BEN*
Boże. I się stało. Dowiedziała się. Chciałem odejść, ale nie zdążyłem, Do drzwi podeszła koleżanka jej, dostałem 2 razy w ryj. Chyba mi się należało. Za to że nie powiedziałem jej i za to jaki jestem. Ona mnie kocha. Ja ją też. Nie dziwie się dlaczego odeszła. A najgorsze jest to że nie chce żeby zemną sobie zniszczyła życie. Wszedłem do pokoju gdy tylko została sama, chciałem za wszytko przeprosić, przytulić i wyjść. Pożegnać...Miałem taki zamiar, ale dziewczyna wstała, przytuliła mnie, po tym mnie pocałowała. Ja nie oddałem. Popatrzyła mi się w oczy i zapytała;
-Jeśli wszystko słyszałeś. Czy to jest prawda. Jestem tylko na chwile, żebyś się pobawił!!!!?-Krzyczała, łzy leciały po jej policzka jak woda z kranu*.
---------------------------------------------------------------------------
Heycia kochani. Nastepny już jest kocham was bardzo. Obczajcie sobie co jakiś czas bochaterów. Bd dodawała nowe osoby.
środa, 18 lutego 2015
12
Wyszłam na świerze powietrze, nareszcie. Przyda mi się spokojny spacer. Wszystko musze przemyśleć. Oczywiście się nie odbyło bez żadnych wpadek ten spacer, zawsze ktoś, albo coś musi mi popsuć wyjście. Przechodziłam koło pięknej fontanny, niestety zauważyłam tam... Lise i Andiego i jeszcze lepiej Bena.?! O co chodzi... przecież ja wyszłam on był w pokoju. O boże, nie wiem mam tam iść, czy może niezauważalnie przejśc jak każdy inny człowiek? Chcialam sobie obmyśleć wszytko, a tu się nie da. Zawsze mi ktoś przerwie.
Nie mogłam się ukrywać, chciałam przejśc obojętnie koło nich, ale nie zdążyłam. Ktoś pociągnął mnie za nadgarstek. Byłam przytulona do torsu chłopaka. Miałam wielką nadzieje że pocałuje mnie i odejdzie, ale nie do nich. Nie jednak nie, pocałował mnie i odszedł do nich. Żaden z nich nawet do mnie nie podbiegł nic, czyli o mnie już zapomnieli. Ja nie moge tu zostać, będę musiała wyjechać :(( Niestety, jeżeli oni mnie tu nie chcą, I Ben tez obojętnie sobie od mnie odszedł czas pokaże. Przyjde do domu napisze list do Bena, nie podam gdzie się wyprowadzam. Spakuje rzeczy i wyjde. Mam ich nie wiele, pójde do mojej koleżanki z gimnazjum mieszka niedaleko, zapytam się czy moge z nią zamieszkać, powiem że bd moją część płacić. Zgodzi się, kiedys mi proponowała mieszkanie razem, ale Lisa nie chciała żeby jej najlepsza przyjaciółka się wyprowadziła do jej wroga. Tak właśnie wroga, dziewczyny zawsze były przeciwsko sobie.
Jak sobie pomyślałam tak zrobiłam. Napisałam krótki list, choć kochałam tego chłopaka musiałam odejść. Wyłącze telefon, odetne się od internetu, jestem ciekawa kto się będzie o mnie martwił. Jeżeli i mój przystojniak się nie zainteresuje tym i nie będzie mnie szukał wtedy wiem że będę mogła spokojnie z stąd oddejść. Pojechać na dłuższe wakacje do Irlandii do domku letniskowego, na jakiś okres, aż wszytko sobie poukładam. Wyjade tam tylko na wakacje, bo potem musze poszukiwać pracy i szkoły. Szłam ulicą z wyłączonym telefonem, w pokoju jeszcze sie przebrałam szybko, bo zbliżało się południe i robiło się coraz zimniej. Podobno sa wakacje, ma byc ciepło, ale nie. Musi przyjśc chmura i wszystko zepsuć?... Tak musi. Ubrałam krótki Top czarny, do tego czarną spódniczkę i czarne botki. Mnie się bardzo podobało Wyszłam z mieszkania zostawiając list na stoliku. Skierowałam się na przystanek gdzie miałam czekać na busa by mnie podwiózł pod wksazany adres.
Dotarłam do domu dziewczyny w tępie natychmiastowym, podeszłam pod drzwi lekko zapukałam W drzwiach staneła własnie ona. Piękna postać była ubrana czarny zesztaw z zielonym topem. No nie powiem wyglądała ładnie, ale ja piękniej. ( moja skromność). 19-latka zaprosiła mnie do wielkiego czerwonego salonu, kazała usiąśc na sofie i poczekać 5 min, po czym wróciła z dwoma kubkami gorącej czekolady. Upiłam pierwszy łyk i dziewczyna zaczeła mnie wypytywać co mnie sprowadza. Ja jak 'grzeczna' dzieczynka odpowiadałam na każde jej pytanie, Gdy zapytałam czy była by możliwość zamieszkania, nie wahała się tak jak by była gotowa do mojego zamieszkania. Brunetka powiedziała mi ile płaci czynszu za mieszkanie, i co jeszcze bd musiała płacić, oczywiście na pół z nią. Stwierdziłam że chetnie sie wprowadze.
Poszłyśmy na 1 piętro, dziewczyna pokazała mi mój pokój. To było cudo, dokładnie taki jak sobie marzyłam. (powiem jak bd kiedyś innymi oczami).
- Eeee chciałam zapytać masz tylko tyle rzeczy?- zapytała brunetka.
-Nie, ale tyle mialam u własnego chłopaka.-odpowiedziałam spuszczając głowe na dół. Dziewczyna wiedziała o co chodzi, tylko mnie przytliła i poszła do pokoju obok, ja jeszcze chwile posiedziałam w pokoju. Wyłączając telefon, poszłam w strone dołu, dziewczyna tam już siedziała z kubkiem czekolady, zaraz obok niej miejsce dla mnie i taki sam kubek z czekoladą. Telefon odłożyłam na stolik. Mania ( Tak Mania tak sie nazywa Mania Stirson). Podeeszłam do odważacza płyt i pusciła Tytanica, oglądam Go po raz setne, ale za każdym razem płacze...
Oglądałysmy pierwszą część gdy zgasło światło, bojąc się oświeciłysmy telefony, mo też i świeczki które znalazłyśmy. Nie mogłyśmy oglądac filmu. :(( Mania zauważyła że na moim telefonie są 5 nie odebranych połączeń, szturchła mnie abym zobaczyła kto, mało co sie tym przejełam. Dziewczyna ignorując to co do Niej gadam wzieła telefon i zobaczyła kto dzwonił, ja zakrywałam twarz dłońmi, aby nie widzieć co tam pisze. Gdy mnie zawołała ja głupia się odwróciłam i dostałam wodą w twarz.
-To za to że się o Ciebie Ben martwi,a ty się tym nie przejmujesz. Ja wiem że masz problemy, ale odzwoń do niego. Prosze cię.-pasmowata dziewczyna mówiła do mnie jak do dziecka, ja... ja dalej nie chciałm nic zrobić, wiec dziewczyna się na mnie rzuciła z łaskotkami, nienawidziłam tego.
-Kurde...prze...pr..,przestań!!!!- Krzyczałam.
-Nie, dopóki nie zadzwonisz, albo przynajmniej nie obiecujesz. Jeżeli nie chcesz zadzwonić, to ja cię tam zaciągne do tego domu.!!!- krzyczała łaskocząc mnie dalej.
-Chyba se kpisz, nie pójde do niego. Moge zadzwonić że nic mi nie...- w tym momencie zadzwonił telefon, Mania do niego podbiegła i odebrała. Nie tylko nie to!!
Nie mogłam się ukrywać, chciałam przejśc obojętnie koło nich, ale nie zdążyłam. Ktoś pociągnął mnie za nadgarstek. Byłam przytulona do torsu chłopaka. Miałam wielką nadzieje że pocałuje mnie i odejdzie, ale nie do nich. Nie jednak nie, pocałował mnie i odszedł do nich. Żaden z nich nawet do mnie nie podbiegł nic, czyli o mnie już zapomnieli. Ja nie moge tu zostać, będę musiała wyjechać :(( Niestety, jeżeli oni mnie tu nie chcą, I Ben tez obojętnie sobie od mnie odszedł czas pokaże. Przyjde do domu napisze list do Bena, nie podam gdzie się wyprowadzam. Spakuje rzeczy i wyjde. Mam ich nie wiele, pójde do mojej koleżanki z gimnazjum mieszka niedaleko, zapytam się czy moge z nią zamieszkać, powiem że bd moją część płacić. Zgodzi się, kiedys mi proponowała mieszkanie razem, ale Lisa nie chciała żeby jej najlepsza przyjaciółka się wyprowadziła do jej wroga. Tak właśnie wroga, dziewczyny zawsze były przeciwsko sobie.
Jak sobie pomyślałam tak zrobiłam. Napisałam krótki list, choć kochałam tego chłopaka musiałam odejść. Wyłącze telefon, odetne się od internetu, jestem ciekawa kto się będzie o mnie martwił. Jeżeli i mój przystojniak się nie zainteresuje tym i nie będzie mnie szukał wtedy wiem że będę mogła spokojnie z stąd oddejść. Pojechać na dłuższe wakacje do Irlandii do domku letniskowego, na jakiś okres, aż wszytko sobie poukładam. Wyjade tam tylko na wakacje, bo potem musze poszukiwać pracy i szkoły. Szłam ulicą z wyłączonym telefonem, w pokoju jeszcze sie przebrałam szybko, bo zbliżało się południe i robiło się coraz zimniej. Podobno sa wakacje, ma byc ciepło, ale nie. Musi przyjśc chmura i wszystko zepsuć?... Tak musi. Ubrałam krótki Top czarny, do tego czarną spódniczkę i czarne botki. Mnie się bardzo podobało Wyszłam z mieszkania zostawiając list na stoliku. Skierowałam się na przystanek gdzie miałam czekać na busa by mnie podwiózł pod wksazany adres.
Dotarłam do domu dziewczyny w tępie natychmiastowym, podeszłam pod drzwi lekko zapukałam W drzwiach staneła własnie ona. Piękna postać była ubrana czarny zesztaw z zielonym topem. No nie powiem wyglądała ładnie, ale ja piękniej. ( moja skromność). 19-latka zaprosiła mnie do wielkiego czerwonego salonu, kazała usiąśc na sofie i poczekać 5 min, po czym wróciła z dwoma kubkami gorącej czekolady. Upiłam pierwszy łyk i dziewczyna zaczeła mnie wypytywać co mnie sprowadza. Ja jak 'grzeczna' dzieczynka odpowiadałam na każde jej pytanie, Gdy zapytałam czy była by możliwość zamieszkania, nie wahała się tak jak by była gotowa do mojego zamieszkania. Brunetka powiedziała mi ile płaci czynszu za mieszkanie, i co jeszcze bd musiała płacić, oczywiście na pół z nią. Stwierdziłam że chetnie sie wprowadze.
Poszłyśmy na 1 piętro, dziewczyna pokazała mi mój pokój. To było cudo, dokładnie taki jak sobie marzyłam. (powiem jak bd kiedyś innymi oczami).
- Eeee chciałam zapytać masz tylko tyle rzeczy?- zapytała brunetka.
-Nie, ale tyle mialam u własnego chłopaka.-odpowiedziałam spuszczając głowe na dół. Dziewczyna wiedziała o co chodzi, tylko mnie przytliła i poszła do pokoju obok, ja jeszcze chwile posiedziałam w pokoju. Wyłączając telefon, poszłam w strone dołu, dziewczyna tam już siedziała z kubkiem czekolady, zaraz obok niej miejsce dla mnie i taki sam kubek z czekoladą. Telefon odłożyłam na stolik. Mania ( Tak Mania tak sie nazywa Mania Stirson). Podeeszłam do odważacza płyt i pusciła Tytanica, oglądam Go po raz setne, ale za każdym razem płacze...
Oglądałysmy pierwszą część gdy zgasło światło, bojąc się oświeciłysmy telefony, mo też i świeczki które znalazłyśmy. Nie mogłyśmy oglądac filmu. :(( Mania zauważyła że na moim telefonie są 5 nie odebranych połączeń, szturchła mnie abym zobaczyła kto, mało co sie tym przejełam. Dziewczyna ignorując to co do Niej gadam wzieła telefon i zobaczyła kto dzwonił, ja zakrywałam twarz dłońmi, aby nie widzieć co tam pisze. Gdy mnie zawołała ja głupia się odwróciłam i dostałam wodą w twarz.
-To za to że się o Ciebie Ben martwi,a ty się tym nie przejmujesz. Ja wiem że masz problemy, ale odzwoń do niego. Prosze cię.-pasmowata dziewczyna mówiła do mnie jak do dziecka, ja... ja dalej nie chciałm nic zrobić, wiec dziewczyna się na mnie rzuciła z łaskotkami, nienawidziłam tego.
-Kurde...prze...pr..,przestań!!!!- Krzyczałam.
-Nie, dopóki nie zadzwonisz, albo przynajmniej nie obiecujesz. Jeżeli nie chcesz zadzwonić, to ja cię tam zaciągne do tego domu.!!!- krzyczała łaskocząc mnie dalej.
-Chyba se kpisz, nie pójde do niego. Moge zadzwonić że nic mi nie...- w tym momencie zadzwonił telefon, Mania do niego podbiegła i odebrała. Nie tylko nie to!!
*Rozmowa* *Oczami Mani*
-No hey.- zaczełam i zrobiłam na głośnomówiący by Angelika słyszała. Nie wierze że za nim nie tęskni.
-E, okey. Cześć, chciałem rozmawiać z Angeliką Strow, znasz ją?- zapytał i powiedział choćbym była z kosmosu.
-Tak znam, właśnie...- pomyślałam że powiem mu że jest zajęta lizaniem się z pewnym chłopakiem.
-Właśnie?
Szepnełam do dziewczyny obok, ona z grymasem na twarzy pokiwała twierdząco głową.
-Właśnie liże się z takim jednym na ławce, jesteśmy na spacerze. - Chłopaka zaszokowało, chwile się nie odzywał po czym.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hey witajcie, jest nieudany on. NIezdziwie się jak sie wam nie będzie podobać. Prosze was o przynajmniej 1 komentarz. Jest nudny, ale koniec moim zdaniem jest ciekawy. Jest też taki krótki, ale musiałam troche wiecej opisać.
Uważacie że;
1.Lisa powinna przeprosić Angi?
2. Niech się nie godzą.
3. Czy Ben ma znaleźć Angi?
-Niech bd szczęśliwi?
Jeśli chcecie mi pomóc w pisaniu i pomysłów to na fejsie :))) Kocham Was mocno buziaki. MIłego dnia kota <3
niedziela, 15 lutego 2015
Rozdział 11
Dziewczyna mocniej mnie przytuliła i zaczeła przepraszać że jest taka a nie inna. Nie chciałem słuchać jej przeprosin i znów ją pocałowałem. Tym razem odwzajemniła i pogłebiła Go. Po chwili przeniesliśmy się na łóżku. Nie miałem złych zamiarów na nią, ale ona mnie podnieca. Na chwile przerwaliśmy popatrzyłem na jej piękne oczy. Na chwile się odemnie odsuneła i zakryła twarz rękoma. Chyba za szybko wszystko poszło. Dziewczyna nie patrząc się na mnie wyszła z pokoju. Pobiegłem za nią, siedziała na blacie w kuchni pijąc wode?! Osz kurwa jak ona to zrobiła tak szybko. Podszedłem do niej obejmując i przepraszając.
-Skarbie ja nie wiedziałem że jesteś nie gotowa... Przepraszam ja Cie tak kocham i starsznie mnie pociągasz. Jeszcze w takiej bluzce, jestem starsznym dupkiem, ale nie chce Cie starcić. Nie wiem co pomiędzy nami jest. Ale dla mnie znaczysz wiecej niż ktokolwiek. - Gdy skończyłem brunetka lekko podgryzła wargę patrząc się na mnie. Byłem bezradny, chcialem sie na nia rzucić za to wargę, robi to tak seksownie. Kurwa o czym ja myśle. Dziewczyna chwile zastanawiając się przywarła do moich ust. Byłem rozczarowany. Czy ona czuje to samo do mnie? Odwzajemniłem pocałunek co chwile, dziewczyna chwytając mnie za kark nogi oplątała miedzy pasem. Chwyciłem ją za uda i przenieśliśmy się na łóżko w sypialni, odrywiając się od niej, zapytałem czy możemy czy jest gotowa, nic nie mówiąc znów zaczeła obdarowywać mnie pocałunkami. Jej ręka wedrowała po moich plecach, górowałem wiec miałem przewage nad nią. Ręka moja wedrowała po jej brzuchu, rysowałem dziwne rysunki po jej ciele. Niestety nie trawało to długo, dziewczyna nas obróciła i to ona górowała Mineła chwila gdzy dziewczyna nie przerywając lekkich pocałunków sciągneła ze mnie bluzke. Nie mogłem być gorszy. Po sciagnieciu mojej całej góry, dobrała się do dołu. Ściągają zemnie gacie zosatały jej tylko jedno. Nie miałem zamiaru tego robić dzisiaj, po za tym dziewczyna chyba tez nie. Zostawiła tylko jedną część garderoby i znów zaczełam mnie całować. Ja za to pozbyłem jej wszytkiego oprócz bielinzy. Kochalismy się dość długo, dziewczyna pożegnała sie zemną, pocałowała mnie jeszcze raz i odpłyneła w kraine Morfeusza.
Teraz już wiem że się w niej zakochałem, mam nadzieje że bedzie zemną szczęśliwa.
-Skarbie ja nie wiedziałem że jesteś nie gotowa... Przepraszam ja Cie tak kocham i starsznie mnie pociągasz. Jeszcze w takiej bluzce, jestem starsznym dupkiem, ale nie chce Cie starcić. Nie wiem co pomiędzy nami jest. Ale dla mnie znaczysz wiecej niż ktokolwiek. - Gdy skończyłem brunetka lekko podgryzła wargę patrząc się na mnie. Byłem bezradny, chcialem sie na nia rzucić za to wargę, robi to tak seksownie. Kurwa o czym ja myśle. Dziewczyna chwile zastanawiając się przywarła do moich ust. Byłem rozczarowany. Czy ona czuje to samo do mnie? Odwzajemniłem pocałunek co chwile, dziewczyna chwytając mnie za kark nogi oplątała miedzy pasem. Chwyciłem ją za uda i przenieśliśmy się na łóżko w sypialni, odrywiając się od niej, zapytałem czy możemy czy jest gotowa, nic nie mówiąc znów zaczeła obdarowywać mnie pocałunkami. Jej ręka wedrowała po moich plecach, górowałem wiec miałem przewage nad nią. Ręka moja wedrowała po jej brzuchu, rysowałem dziwne rysunki po jej ciele. Niestety nie trawało to długo, dziewczyna nas obróciła i to ona górowała Mineła chwila gdzy dziewczyna nie przerywając lekkich pocałunków sciągneła ze mnie bluzke. Nie mogłem być gorszy. Po sciagnieciu mojej całej góry, dobrała się do dołu. Ściągają zemnie gacie zosatały jej tylko jedno. Nie miałem zamiaru tego robić dzisiaj, po za tym dziewczyna chyba tez nie. Zostawiła tylko jedną część garderoby i znów zaczełam mnie całować. Ja za to pozbyłem jej wszytkiego oprócz bielinzy. Kochalismy się dość długo, dziewczyna pożegnała sie zemną, pocałowała mnie jeszcze raz i odpłyneła w kraine Morfeusza.
Teraz już wiem że się w niej zakochałem, mam nadzieje że bedzie zemną szczęśliwa.
*Rano oczami Angi*
Obudziłam sie rano bez osoby, ktora powinna byc. Pomyslałam ze zapewne robi mi sniadania. Bo mnie kocha i nie chce żebym schudła. To co przeżyłam wczoraj wieczorem uświadomiło mi że mam osobe która mnie kocha, i nie skrzywdzi. Ja też Go kocham i chce z nim być. Chce się przy nim budzić codziennie i chodzic na spacery.
Wstałam z zbyt wygodniego łóżka i poszłam się od swieżyć. Weszłam pod prysznic i letnia woda ukoiła moje wyblakłe blizny, byłam szczęśliwa że ich już tak nie widać. Po chwili ktoś zaczął pukać na drzwi od łazienki, zamknełam się wiec nie było możliwości żeby wejść, miałam taką nadzieje, ale osoba stojąca za drzwiami krzykneła tylko że ŚNIADANIE. Wszytkie nerwy ze mnie zeszły. Ufff... Ubrałam bielizne a na to bluzke z spódniczką co dawało wygląd sukienki. Przeczesałam włosy szczotką i zostawiłam je niespinając, pomalowałam lekko oczy i wyszłam. Wziełam ze sobą mój telefon i pobiegłam na dół. No tak jak mogło sie skończyc bieganie po schodach, dla mnie jak najgorzej. Zapomniałam o ostatich 3 schodach i walnełam orła, za sobą słyszałam cichy śmiech Bena. Wstała poprawiając włosy, podeszlam do chłopaka i przytuliłam się do jego torsu. Następnie obeszłam stół w kuchni i podążałam za pięknym zapachem do salonu, tam czekała na mnie jajecznica z szczypiorkiem i sok pomarańczowy. Byłam straszliwie głodna wiec od razu wziełąm się za jedzenie. Kątem oka zaglądałam na Bena siedzącego tuż obok, w ręce trzymał telefon, nie wzracając na mnie uwagi wszedł schodami na góre. Stwierdziłam że nie musze za nim iśc, duży chłopak da sobie rade.
Zjadłam śniadanie, i stwierdziłam że można by się gdzieś przejść, musiałam jedynie iść po buty do góry i zegarek, może mała torebka. Weszłam do pokoju i zastałam chłopaka troszke złego. Podeszłam i objełam jego ciało. Zareagował odwrotnie, odszedł pare kroków od mnie krzywo się patrząc.
-Coś się stało?- zapytałam zamyślona.
-Nie...-odpowiedział wrogo. Czy to ja byłam winna.
-Musiało się coś stać, odtrącasz mnie!- krzyknełam.
-Nie podchodź boje się o Ciebie, moge ci zrobić z nerwów krzywde.
-Co się stało?- nie wzracając na to co powiedział wczesniej jeszcze raz zapytałam, ale tym razem łagodniej.
-Tak. Stało się to i dużo. Ale nie dotyczy to ciebie. - odpowiedział, a z jego powiek poleciała jedna łza. Podeszłam do niego i szybko otarłam łzę przytulając Go do siebie. Odwzajemnił to przytając jeszcze mocniej. Wyszeptał tylko;
-On umarł, ja go kochałem nie mam już nikogo. - kolejna łza poleciała. Domyślałam się że chodzi o ojca. Mnie też łzy poleciały. Nawet go nie poznałam :( Rozumiałam bruneta bo sama straciłam ważną osobe dla mnie... moją mame.
-Kochanie masz mnie. Pamiętaj o tym!- wyszeptałam po czym wyciąnełam i założyłam na siebie białe trampki, i zabrałam czarną torebkę, szybko rzucając Benowi ze wychodze. Pożegnałam się z nim, zostawiając Go w pokoju wyszłam na świerze powietrze.
______________________________________________________________
Hey kochani. Nareszcie rozdział.... xdddd
Wstałam z zbyt wygodniego łóżka i poszłam się od swieżyć. Weszłam pod prysznic i letnia woda ukoiła moje wyblakłe blizny, byłam szczęśliwa że ich już tak nie widać. Po chwili ktoś zaczął pukać na drzwi od łazienki, zamknełam się wiec nie było możliwości żeby wejść, miałam taką nadzieje, ale osoba stojąca za drzwiami krzykneła tylko że ŚNIADANIE. Wszytkie nerwy ze mnie zeszły. Ufff... Ubrałam bielizne a na to bluzke z spódniczką co dawało wygląd sukienki. Przeczesałam włosy szczotką i zostawiłam je niespinając, pomalowałam lekko oczy i wyszłam. Wziełam ze sobą mój telefon i pobiegłam na dół. No tak jak mogło sie skończyc bieganie po schodach, dla mnie jak najgorzej. Zapomniałam o ostatich 3 schodach i walnełam orła, za sobą słyszałam cichy śmiech Bena. Wstała poprawiając włosy, podeszlam do chłopaka i przytuliłam się do jego torsu. Następnie obeszłam stół w kuchni i podążałam za pięknym zapachem do salonu, tam czekała na mnie jajecznica z szczypiorkiem i sok pomarańczowy. Byłam straszliwie głodna wiec od razu wziełąm się za jedzenie. Kątem oka zaglądałam na Bena siedzącego tuż obok, w ręce trzymał telefon, nie wzracając na mnie uwagi wszedł schodami na góre. Stwierdziłam że nie musze za nim iśc, duży chłopak da sobie rade.
Zjadłam śniadanie, i stwierdziłam że można by się gdzieś przejść, musiałam jedynie iść po buty do góry i zegarek, może mała torebka. Weszłam do pokoju i zastałam chłopaka troszke złego. Podeszłam i objełam jego ciało. Zareagował odwrotnie, odszedł pare kroków od mnie krzywo się patrząc.
-Coś się stało?- zapytałam zamyślona.
-Nie...-odpowiedział wrogo. Czy to ja byłam winna.
-Musiało się coś stać, odtrącasz mnie!- krzyknełam.
-Nie podchodź boje się o Ciebie, moge ci zrobić z nerwów krzywde.
-Co się stało?- nie wzracając na to co powiedział wczesniej jeszcze raz zapytałam, ale tym razem łagodniej.
-Tak. Stało się to i dużo. Ale nie dotyczy to ciebie. - odpowiedział, a z jego powiek poleciała jedna łza. Podeszłam do niego i szybko otarłam łzę przytulając Go do siebie. Odwzajemnił to przytając jeszcze mocniej. Wyszeptał tylko;
-On umarł, ja go kochałem nie mam już nikogo. - kolejna łza poleciała. Domyślałam się że chodzi o ojca. Mnie też łzy poleciały. Nawet go nie poznałam :( Rozumiałam bruneta bo sama straciłam ważną osobe dla mnie... moją mame.
-Kochanie masz mnie. Pamiętaj o tym!- wyszeptałam po czym wyciąnełam i założyłam na siebie białe trampki, i zabrałam czarną torebkę, szybko rzucając Benowi ze wychodze. Pożegnałam się z nim, zostawiając Go w pokoju wyszłam na świerze powietrze.
______________________________________________________________
Hey kochani. Nareszcie rozdział.... xdddd
poniedziałek, 9 lutego 2015
Rozdział 10
10.
Okey, czyli jedziemy do niego. Niby fajnie, a niby nie. Nie wiem jak mam sie zachowywać, chyba i tak już pokazałam że mam emocje i uczucia. Jechaliśmy dość długo, przystojny brunet całą drogę był tak strasznie skupiony na jeździe. Gdy tylko dotarliśmy chyba pod jego dom, wyszedł pierwszy i otworzył mi drzwi ze strony pasażera. Podał mi rękę i szybko pociągnął w stronę drzwi. Weszłam do mieszkania i przeżyłam szok. Nie sądziłam że chłopak mieszkający sam może mieć tak zadbane mieszkanie. Weszła do biało-czarnego salonu, usiadłam na czarnej sofie, i czekałam na Bena, który poszedł po rzeczy do samochodu. Na szczęście nie musiałam długo czekać, chłopak ciągnął buty w przedpokoju i przyszedł do mnie. Położył się na czarnym miękkim siedzeniu i zapytał:
-To co ksiązniczko się stało?- Chciałam już coś powiedzieć, gdy zadzwonił mi telefon. Odebrałam, bo zawsze odbieram jak nie wiem kto dzwoni. Chłopak chwile się na mnie popatrzył i szybkim krokiem podszedł do wielkiej czerwono coś tam kuchni i krzyknął czy zrobić mi Kawę kiwnęłam głową i odebrałam.
*Rozmowa*
-Hey, z tej strony Angelika. Kto mówi?- zapytałam tak jak zawsze. Osoba po drugiej stronie się nie odzywała wiec spróbowałam jeszcze raz.- Hey, Kto mówi?- Znowu zapytałam, chciałam się rozłączyć, ale osoby po drugiej stronie, przeprosiła i powiedziała;
-No hey z tej strony Andi, bardzo się martwimy gdzie jesteś?- Zszokowało mnie że to Andi, myslam że Lisa. Bardzo znów posmutniałam, słona ciecz znów zaczęła lecieć po moich policzka. Odezwałam się chamsko:
- Oo ooo zamartwiliście się, jak mi przykro, ale was nienawidzę nie powiem gdzie jestem. Nie chce słyszeć że jestem najgorszą przyjaciółką i że... A zresztą słyszałeś wszytko. Mam ochotę się zabić. Mam was wszystkich dość, nigdy się nie spodziewałam że Lisa może to powiedzieć, gdyby ona takie coś usłyszała na pewno ja bym za nią pobiegła i przepraszała, jak wyszłam pierwszy raz z domu to dalej się żaliła, myślisz że wróciłam się z powrotem, bo byłam dalej. Nie!!! Stałam tam, ty też taki nie jesteś święty. Myślisz że nie wiem że ćpasz, dobrze że Lisa o tym nie wie, miałam jej powiedzieć, ale jest z Tobą szczęśliwa. Właśnie zycze Wam szczęścia, Pa. Nie chce was znać.
*Po rozmowie*
Zakończyłam rozmowę, telefon rzuciłam na stolik o mało się nie rozpad, i wyleciałam z mieszkania, nie chciałam aby Ben zobaczył że znowu płacze, że nie daje rady. Powiedziałam chłopakowi, który dzwonił wszytko co miałam. Mam więcej, ale myślę że tego nie przezyje. Dlaczego nie mogę być szczęśliwa?
Już miałam wyciągać moje lekarstwo z spodni gdy przyszedł do mnie Ben, spojrzał na mnie i znów nie pytając złapał mnie za rękę żebym wstała i znów mnie przytulił, po krótkiej chwili, która moim zdaniem mogła by jeszcze potrwać, weszlismy do domu. Ben zaprowadził mnie do przytulnej sypialni, w myślach miałam dzikie scenariusze, ale niestety jestem troszkę zboczona, w myślach dalej mnie to śmieszy. Usiedliśmy na łóżku, znaczy tylko on, ja stałam w drzwiach nie miałam pojęcia co zrobić. Chłopak ciągle na mnie się na mnie patrzył nie rozumiałam co chce mi przekazać, nie miałam siły już na nic. Podeszłam do chłopaka i nie wierzyłam że to zrobiłam położyłam głowe na jego nogach. Ben lekko sie poruszył, po tym położył głowe na poduszkach i swoją rękę na moim brzuchu.
-Skarbie powiesz wreszcie co się stało? Nie wiem jak Ci pomóc, a nie lubię jak taka piękna istota płacze. -Ugh... znów powiedział "skarbie", dziwnie się czuje. Nie jestem żadnym skarbem. Eh...
-No bo...- zaczęłam.- Miałam iść z Lisą na spacer do sklepu wszytko było ok, ale przyszedł ten palant And. gdy do mnie przyszliście dowiedziałam się że chodzą, moja przyjaciółka nie raczyła mi powiedzieć... No i on przyszedł chciał iśc z nami, ale dziewczyna stwierdziła że potrafię sama dojść. Byłam wkurwiona, miałam z nią pogadać. Poszam do sklepu, wróciłam szybko. Robiłam sobie płatki, też chciała. Wiec odgryzłam się i poszłam do pokoju. Przez te chwile byłam strasznie smutna, chciałam zadzwonić, ale pomyslam że nie bd ci przeszkadzać...-Ben przerwał eh.
-Ej mi nigdy nie będziesz przeszkadzać. No mów dalej, przepraszam.- Chyba zauważył mój wzrok.
-Więc stwierdziłam że pójde do Krambla ale nie wiedziałam gdzie, poszukiwałam Cię. Pierwsze miejsce gdzie byłeś to parking. No tu jestem.
- Skarbie, ja serio nie wiedziałem, przepraszam. A ten telefon?
-Andi sie "zmartwił". - W powietrzu pokazałam cudzysłów.
Przytuliłam się do bruneta i szybko odpłynęłam w kraine Morfeusza.
*Oczami Bena* *Noc*
Ja pierdole, jak oni mogli. Przez nich juz za niedługo moja księżniczka płacze. Obiecuje że zaopiekuje sie nią jak tylko będę mógł. Sprawie że znów będzie uśmiechnięta, ale zemną. Gdy tylko zasnęła, przykryłem ją kocem i poszedłem pod prysznic. Musze się odświeżyć. Mam nadzieje że się nie obudzi. Nie wiem czy chce zemną spać czy nie, ale nie zostawię jej tak. Nie moge pozwolić by znów płakała. Cierpię jak nikt inny gdy jej piękne oczy sa całe zeszklone. Kurwa mać, zabije.
Poszedłem się odświeżyć i po 5 minutach zobaczyłem siedzącą na łóżku dziewczynę. Krzywo się na mnie popatrzyła, wstała i podeszła do mnie. Przybliżyłem się do niej przytulając. Dziewczyna znów zaczęła płakać, i wyszeptywać jakieś słowa. Nie rozumiałem nic. Ale nie pytałem, nie chciałem żeby się tłumaczyła. Byłem pewien że już nic nie powie, i pójdziemy spać. Ale dziewczyna miała inny zamiar. jdę na spacer, myślałam że jak przejdę przez salon zobaczę ich przytulonych, ale nie. W pokoju miałam spakowaną tą małą torbę. Wyszłam by się przejść, Torbę postawiłam przy kurtkach. Lisa wygarnęła mi wszystko co miała, żaliła się mu. A ja... a ja tam stałam. Z nie dowierzaniem wybiegłam z mieszkania. Myślałam że to wszytko. Stałam pod drzwiami i nasłuchiwałam dalej. Lisa mówiła że jej mama koło mnie latała, że jestem lepsza, że jest cholernie zazdrosna o mnie. - mówiłam prawie dławiąc się łzami, pojedyncze krople były ocierane przez chłopaka. Gładził mnie po włosach, cichutko mówiąc coś. - Wbiegłam do domu jeszcze raz wzięłam Torbę i specjalnie aby zauważyli ze byłam w domu trzasnełam drzwiami. niedziela, 8 lutego 2015
Rozdział 9
-Nie ma już, sama nie umiesz sobie niczego innego zrobić? Dasz przecież sama rade... A nie sorka masz jeszcze do pomocy Andiego.- Ominęłam ją i małymi podskokami poleciałam do sypialni.Włączyłam telewizor i zaczęłam przeglądać kanały. Jeżeli ona jest dla mnie okrutna to ja tez będę. Niech sobie nie myśli.
*Oczami Lisy*
-Co się jej stało?- zapytał mój chłopak. "Jej jak to dziwnie brzmi mój chłopak" . -Chyba nie przyszedłem nie w porę. Mogłaś iść z nią na te zakupy.- powiedział spuszczając głowe i wzrok na panele.
-Nie wiem co się stało. Przecież nic się nie stało, mnie się podoba że tu przyszedłeś. Ona ma humorki...-Przytulając się do Andiego kontynuowałam dalej.- Po za tym jest już duża. Potrafi sama dojść do sklepu i wrócić. Nie jestem jej przewodniczką, zaczyna mnie wkurwiać. Ciągle z nią muszę łazić, narzeka na mnie że siedzę cały czas na laptopie, a sama wieczorami albo ogląda coś na plazmie, albo siedzi ciągle na laptopie. Są wakacje w dodatku 4 dzień. Nie będę czytała książek albo uczyła się. Wymądrza się, myśli że jest odważna, ale nie radzi sobie z swoimi problemami...- chciałam dokończyć, ale Andi zwrócił uwagę na kogoś stojącego za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam moją przyjaciółkę, czyli wszystko słyszała. Ugh... nie miałam zamiaru tego wszystkiego powiedzieć, ale no trochę prawda zapewne w tym było.
*Oczami Andiego* *Rozmowa*
- [...]Nie będę czytała książek albo uczyła się. Wymądrza się, myśli że jest odważna, ale nie radzi sobie z swoimi problemami...-przytuliłem dziewczynę do siebie i miałem zamiar odwróci, nie zdąrzyłem bo sama się dowiedziała o co chodzi. Po policzku Angeliki, spływały po kolei łzy. Wlepiała swoje oczy w dziewczynę przytulającą się do mnie ze zdziwieniem. Miałem nadzieje że nie stało się nic złego... Kurwa co ja gadam. Gdybym ja się dowiedział i widział i słyszał na własne uszy o jakimś czymś to by było okropnie. Lisa źle zrobiła. Wiedziałem co czuła Angi jak przyszedłem od zawsze za mną nie przesadzała, a ona tylko chciała iść na zakupy do sklepu i porozmawiać z moim kochaniem. Nie miałem wpływu na zdanie Lisy, ale wiedziałem że nic z tego nie wyniknie dobrze.
Dziewczyna przetarła oczy, choć nic jej to nie dało bo słona ciecz dalej wypływała z powiek. I szybko wyszła z mieszkania. Lisa moim zdaniem miała za nią iść, ale tylko mocniej mnie przytuliła i powiedziała:
-Przejdzie jej, przecież to tylko słowa.- Nie sądziłem że blondynka to powie, wcześniej pobiegła by za nią z płaczem. Nie poznaje jej, i stwierdzam tego za dobre rozwiązanie, ale jako jej chłopak jest za. Zbyt mocno ją kocham by byc przeciw. Miałem wielką nadzieje że nic się jej nie stanie. I wybaczy Lisie wszytko za parę godzin.
-Lisa nie sądzisz że powinnaś za nią iść?-zapytałem bo dalej ta sytuacja mnie męczyła.
-Nie nie powinnam. Nie mam zamiaru, może trochę zmądrzeje. Mam jej dosyć, myśli że takim zachowaniem wzbudzi coś wemnie. Nie jestem już taka sama jak przed wakacjami. Nie będę ulegała jej na każde zachowanie. Po za tym, zawsze wszystko miała. Mama latała koło niej, bo była grzeczna, potrafi gotować bardzo dobrze. A ja nie. Tak czuje się zazdrosna. - szczerze mówiąc gdyby nie to że Lisa ma takie złe zdanie pobiegłbym za nią, ale nie miałem zamiaru kłócić się o nią z Lisą, stwierdziłem że zabiorę dziewczynę na spacer.
*Oczami Angeliki*
Miałam już wybiec z domu, ale zapomniałam całej torebki z telefonem, chciałam się wrócić, ale rozmowa miedzy chłopakiem a dziewczyną się nie skończyła. Płacząc pod słuchałam ich rozmowę.
"-Lisa nie sądzisz że powinnaś za nią iść?"-fajnie że się mną przejmuje :) Na samą myśl lekko się uśmiechnęłam. Nie zęby coś, ale po nim serio się nie spodziewałam.
"Nie nie powinnam. Nie mam zamiaru, może trochę zmądrzeje. Mam jej dosyć, myśli że takim zachowaniem wzbudzi coś wemnie. Nie jestem już taka sama jak przed wakacjami. Nie będę ulegała jej na każde zachowanie. Po za tym, zawsze wszystko miała. Mama latała koło niej, bo była grzeczna, potrafi gotować bardzo dobrze. A ja nie. Tak czuje się zazdrosna."-Byłam na nią wściekła. Pierwszy raz to usłyszałam. Nie dowierzałam że moja przyjaciółka ( już po tym nie) mogła to powiedzieć. Brakowało by tego by się mu wyżaliła że się tnę i o wszystkim co przeszłam. Kurwa... dlaczego ona mi to zrobiła.
Odważyłam się i weszłam do pomieszczenia jeszcze raz. Cichutko otworzyłam drzwi i weszłam. Para siedziała na sobie migdaląc się. Zabrałam torebkę i specjalnie trzęsłam drzwiami wychodząc. Poszłam przed siebie, w torebce miałam najpotrzebniejsze rzeczy, była ona dość duża, wiec dzięki temu mogłam się wcześniej spakować. Wsadzałam do niej telefon, chusteczki. I rzeczy do makijażu. Z ubrań wzięłam parę bluzek, do spania i na odzień. Sukienki, Buty z 2 pary. Ręczniki i przybory do mycia się. I wiele rzeczy które będą mi potrzebne przez ten czas.
Miałam zamiar pójść do Bena, ale nie wiedziałam dokładnie gdzie mieszka, stwierdziłam że się przejdę. Nie byłam zbyt ładnie ubrana, bo miałam rzeczy po domu, wiec nie szłam w stronę środka miasta. Miałam jeszcze godzinę by spotkać się z Bene. Nie miałam do kogo iść. Krambl mieszkał za daleko, chłopak z impry... nawet go nie znam. Nic.
Przechodziłam koło parkingu taksówek, miałam nadzieje że spotkam tam bruneta. Miałam racje, był oparty o swój samochód służbowy, miał na sobie szaro-białe spodnie, i podkreślający jego muskularny tors bluzka. Wyglądał zajebiście przystojnie. Mogłabym patrzeć na niego przez wieczność, ale niestety. Zobaczył mnie, taką zapłakaną z rozmazanym makijaże, boże co on sobie pomyślał. Podbiegł do mnie i nic nie mówiąc przytulił. Właśnie tego w tym momencie potrzebowałam. Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę chyba jego auto. Otworzył mi drzwi, wsiadłam zamknął i odszedł od mnie. Widziałam tylko przez szybę że zamyka tamten samochód i wraca do mnie. Wsiadł po stronie kierowcy, włączył silnik i odjechał z parkingu. Siedzieliśmy w ciszy, nie potrafiłam tak.
-Ben gdzie jedziemy?- niepewnie zapytałam chłopaka. Wyglądał na zdenerwowanego, ale nie miałam zamiaru się pytać co się stało. Nie chciałam słyszeć że znów coś przez mnie.
-Do mnie.- opowiedział, a raczej burknął. Nie pytałam o nic więcej. Dalej jechaliśmy w ciszy. Miałam wielka nadzieje że Ben odpuści nasze wyjście i zostaniemy u niego.
___________________________________________
Hey wszystkim. Jak sie podoba rozdział? Mnie średnio, ale trudno. Dzisiaj daleje dedyka dla Polci!!!!! Dziękuję za czytanie i za 293 wyświetlenia. Prosze o komentarze. I jeżeli macie osoby które się nudzą, możecie polecić mój blog, może nie pisze idealnie ale dla mnie wystarczy. KOcham was i jeszcze raz dziękuję. Komentarze, komy !!!!!!!!1
środa, 4 lutego 2015
Rozdział 8
*Oczami Angeliki*
Jako że dzisiaj jest bardzo piękny dzień i głowa przestała mnie boleć, to pójdę sobie po coś do jedzenia, nie będę jadła szynek i nic w tym rozdziału tylko jakiś płatki. Mam ochotę zadbać o swoje wyżywienie. Wszyscy mi powtarzają że jestem chuda, ale ja wiem o tym. Przecież nic się nie stanie jak zrzucę parę kilogramów dla atrakcyjności. Tylko jedno pytanie gdzie i o której miałam się umówić z Benem. Jedyne wyjście jest takie żeby napisać do Niego SMS.
"Hey Ben, o której się umówimy i gdzie? Bo nie wiem czy mogę przejść się do sklepu i na miasto."
Nie minęło nawet kilka minut, a mój przyjaciel odpisał.
" Hey śliczna. Wiesz możemy się umówić na 17;30 w restauracji "Klor" tej na przeciwko twojej szkoly"
"Ok, do zobaczenia"
A więc tak mam jeszcze nie całe 6 godzin. Związku z tym że mam jeszcze czas i nie będę chodziła po ulicach już pięknie ubrana w sukience ubiorę sobie cos letniego. Musze się iśc tylko zapytać czy Lisa ma ochote się przejść zemną nie chce iść sama, a po za tym muszę z nią obgadać ten związek.
Zeszłam na dół i zauważyłam szykującą się Misi do wyjścia, gdzie ona idzie. Może nie będę się pytała. Wyjęłam sobie z lodówki wode i dosiadłam do Nolifa, wtedy mama rzuciła szybkie "Cześć" i wyszła. Wymieniłyśmy z Lisą porozumiewawcze wzroki i zapytałam.
- Eee Lisa gdzie wychodzi mama?
- Spotyka się od pewnego czasu z jakiśm Johanem, i zaprosił ją na wycieczkę 2-dniową. Fajnie że nas po informowała.
-No super, wiesz chciałam sie zapytać czy nie poszłabyś zemną na miasto po jakieś płatki, i coś jeszcze. Nie chce iść sama a po za tym musimy porozmawiać, bo potem nie mam czasu.
-No dobra, ale czekaj muszę się iść przebrać, chyba nie myślisz że pójde w pidżamie. Spotkamy się za 30 min tutaj i wychodzimy.
Powiedziałam krótko "ok" i pobiegłam do góry. Oczywiście jak to ja nie wiedziałam co włożyć. Już miałam wołać sie by mi pomogła, gdy mój telefon zabrzęczał.
"Jesteś już gotowa? Ja tak. "
Ja pierdziele tak szybko, muszę niestety ją poprosić o pomoc. Nie mam pojęcia w co się ubrać.
"Nawet nie wybrałam sobie ubrań, pliska pomóż"
Nie czekałam długo, Liska weszła do pokoju bez pukania -.- i podeszła do szafy, za ten czas połam nałożyć lekki makijaż. Wróciłam z łazienki na łóżku leżała kartka i ciuchy, przeczytałam zawartość kartki i nałożyłam na siebie bluzke z czarnym nadrukiem bardzo mi sie spodobała, ale skąd ona w mojej szafie? I jeansowe portki. Do tego czarne Vans. Byłam już całkowicie gotowa. Mogłam spokojnie zejśc na dół i udać się z przyjaciółką na mini zakupy.
Schodząc na dół zauważyłam Andiego wymieniającego się śliną z Lisą, byłam troszkę zła, bo miałyśmy porozmawiać same, ale nie on musiał wkroczyć do akcji. Schodziłam bardzo powoli, tak żeby nie widzieć jak ich języki toczą walkę ze sobą. Nie udało mi sie to Andi mnie zauważył. Nie wiem czy mam być pod jarana czy mam byc zła.
-No Hey Andi.- oschle przywitałam "mile" widzianego gościa przez mnie.
-Hey. Miałyście gdzieś wychodzić? - zapytał tak miło patrząc w oczka swojej najdroższej, chciałam powiedzieć że tak i nie możesz z nami iśc, ale Lisa dodała swoje 2 grosze.
-Tak kochanie, ale możesz iść z nami. - O jak słodko już rzygam. Cieszyłam się szczęściem jej, ale Andi czemu on. To ze tańczyłam z nim jeden wolny taniec i było super to nie znaczy że muszę go polubić. I tak podczas impry wydawał się tajemniczy nic do mnie i do Liski nie gadał tylko ciągle chodził do kibla, gdy już z niego wracał miał strasznie czerwone oczy. Ja wiedziałam o co chodzi, ale oczywiście nikt inny by go o to nie posądził.
-Wiecie co ja sobie zostanę tutaj i zadzwonię po Bena, jeśli się zgodzicie. Posiedzimy tutaj. A wy pójdziecie i szybciutko wrócicie do nas? - Jaki typ. Boże ja mu nie ufam. I jeszcze Ben. ._.
Znowu miałam powiedzieć coś chamskiego, a Lisa wiedziała że coś powiem odezwała się pierwsza.
- To wiesz co moze ja z Tobą zostanę, a Angelika da rade sama. - No nie wierze podła świnia. Jestem wkurwiona, ona jest moją przyjaciółka obiecałyśmy sobie że zawsze razem na zakupy i nigdy tego nie odwołujemy. Na zawsze razem. Nie odezwałam się ani słowem i wyszłam. Wyszłam bo nie miałam zamiaru patrzeć na NICH.
Chodziłam sobie tak ścieżkami i spacerowałam słuchałam muzyki przez mojego Iphona. Chciałam zapomnieć, czyli od dzisiaj ważniejszy jest chłopak. Tak jestem zazdrosna i wkurwiona. Nie będę już taka milutka dla nich. Ona taka dla mnie ja jeszcze chamska dla niej. Takie życie.
Weszłam do sklepu, i szybko z niego wyszłam z zakupami w ręku. Kupiłam tylko sobie wodę, mały kartonik mleka i małe opakowanie fitnessów. Wróciłam do domu, zaniosłam torebkę na góre przebrałam się w zestaw po domu, zeszłam na dół i musiałam przechodzić koło śliniących się do siebie . Ble ee.
Nalałam mleko do piski i wsypałam płatki, od razu koło mnie pojawiła się dziewczyna.
- Zrobisz mi też? - zapytała, ale ja niestety miałam dla niej złą wiadomość :)
-Nie ma już, sama nie umiesz sobie niczego innego zrobić? Dasz przecież sama rade... A nie sorka masz jeszcze do pomocy Andiego.- Ominęłam ją i małymi podskokami poleciałam do sypialni.Włączyłam telewizor i zaczęłam przeglądać kanały.
___________________________________________________________
No hey. Chciałam powiedzieć że za 1h i 26 min urodziny będzie miała Alicja. Dzisiaj nie dedykuje nikogo. Szkoda że nie ma kom przy ostatnim ale tak bardzo chciałam dodać go że nie wytrzymałam. (sorka za błędy w całym opowiadaniu, ale jest późno). Buziaki dla was i życze szczęśliwych ferii <3 Powiem wam że zbliżamy się do rozdziałów z 1D
"Ok, do zobaczenia"
A więc tak mam jeszcze nie całe 6 godzin. Związku z tym że mam jeszcze czas i nie będę chodziła po ulicach już pięknie ubrana w sukience ubiorę sobie cos letniego. Musze się iśc tylko zapytać czy Lisa ma ochote się przejść zemną nie chce iść sama, a po za tym muszę z nią obgadać ten związek.
Zeszłam na dół i zauważyłam szykującą się Misi do wyjścia, gdzie ona idzie. Może nie będę się pytała. Wyjęłam sobie z lodówki wode i dosiadłam do Nolifa, wtedy mama rzuciła szybkie "Cześć" i wyszła. Wymieniłyśmy z Lisą porozumiewawcze wzroki i zapytałam.
- Eee Lisa gdzie wychodzi mama?
- Spotyka się od pewnego czasu z jakiśm Johanem, i zaprosił ją na wycieczkę 2-dniową. Fajnie że nas po informowała.
-No super, wiesz chciałam sie zapytać czy nie poszłabyś zemną na miasto po jakieś płatki, i coś jeszcze. Nie chce iść sama a po za tym musimy porozmawiać, bo potem nie mam czasu.
-No dobra, ale czekaj muszę się iść przebrać, chyba nie myślisz że pójde w pidżamie. Spotkamy się za 30 min tutaj i wychodzimy.
Powiedziałam krótko "ok" i pobiegłam do góry. Oczywiście jak to ja nie wiedziałam co włożyć. Już miałam wołać sie by mi pomogła, gdy mój telefon zabrzęczał.
"Jesteś już gotowa? Ja tak. "
Ja pierdziele tak szybko, muszę niestety ją poprosić o pomoc. Nie mam pojęcia w co się ubrać.
"Nawet nie wybrałam sobie ubrań, pliska pomóż"
Nie czekałam długo, Liska weszła do pokoju bez pukania -.- i podeszła do szafy, za ten czas połam nałożyć lekki makijaż. Wróciłam z łazienki na łóżku leżała kartka i ciuchy, przeczytałam zawartość kartki i nałożyłam na siebie bluzke z czarnym nadrukiem bardzo mi sie spodobała, ale skąd ona w mojej szafie? I jeansowe portki. Do tego czarne Vans. Byłam już całkowicie gotowa. Mogłam spokojnie zejśc na dół i udać się z przyjaciółką na mini zakupy.
Schodząc na dół zauważyłam Andiego wymieniającego się śliną z Lisą, byłam troszkę zła, bo miałyśmy porozmawiać same, ale nie on musiał wkroczyć do akcji. Schodziłam bardzo powoli, tak żeby nie widzieć jak ich języki toczą walkę ze sobą. Nie udało mi sie to Andi mnie zauważył. Nie wiem czy mam być pod jarana czy mam byc zła.
-No Hey Andi.- oschle przywitałam "mile" widzianego gościa przez mnie.
-Hey. Miałyście gdzieś wychodzić? - zapytał tak miło patrząc w oczka swojej najdroższej, chciałam powiedzieć że tak i nie możesz z nami iśc, ale Lisa dodała swoje 2 grosze.
-Tak kochanie, ale możesz iść z nami. - O jak słodko już rzygam. Cieszyłam się szczęściem jej, ale Andi czemu on. To ze tańczyłam z nim jeden wolny taniec i było super to nie znaczy że muszę go polubić. I tak podczas impry wydawał się tajemniczy nic do mnie i do Liski nie gadał tylko ciągle chodził do kibla, gdy już z niego wracał miał strasznie czerwone oczy. Ja wiedziałam o co chodzi, ale oczywiście nikt inny by go o to nie posądził.
-Wiecie co ja sobie zostanę tutaj i zadzwonię po Bena, jeśli się zgodzicie. Posiedzimy tutaj. A wy pójdziecie i szybciutko wrócicie do nas? - Jaki typ. Boże ja mu nie ufam. I jeszcze Ben. ._.
Znowu miałam powiedzieć coś chamskiego, a Lisa wiedziała że coś powiem odezwała się pierwsza.
- To wiesz co moze ja z Tobą zostanę, a Angelika da rade sama. - No nie wierze podła świnia. Jestem wkurwiona, ona jest moją przyjaciółka obiecałyśmy sobie że zawsze razem na zakupy i nigdy tego nie odwołujemy. Na zawsze razem. Nie odezwałam się ani słowem i wyszłam. Wyszłam bo nie miałam zamiaru patrzeć na NICH.
Chodziłam sobie tak ścieżkami i spacerowałam słuchałam muzyki przez mojego Iphona. Chciałam zapomnieć, czyli od dzisiaj ważniejszy jest chłopak. Tak jestem zazdrosna i wkurwiona. Nie będę już taka milutka dla nich. Ona taka dla mnie ja jeszcze chamska dla niej. Takie życie.
Weszłam do sklepu, i szybko z niego wyszłam z zakupami w ręku. Kupiłam tylko sobie wodę, mały kartonik mleka i małe opakowanie fitnessów. Wróciłam do domu, zaniosłam torebkę na góre przebrałam się w zestaw po domu, zeszłam na dół i musiałam przechodzić koło śliniących się do siebie . Ble ee.
Nalałam mleko do piski i wsypałam płatki, od razu koło mnie pojawiła się dziewczyna.
- Zrobisz mi też? - zapytała, ale ja niestety miałam dla niej złą wiadomość :)
-Nie ma już, sama nie umiesz sobie niczego innego zrobić? Dasz przecież sama rade... A nie sorka masz jeszcze do pomocy Andiego.- Ominęłam ją i małymi podskokami poleciałam do sypialni.Włączyłam telewizor i zaczęłam przeglądać kanały.
___________________________________________________________
No hey. Chciałam powiedzieć że za 1h i 26 min urodziny będzie miała Alicja. Dzisiaj nie dedykuje nikogo. Szkoda że nie ma kom przy ostatnim ale tak bardzo chciałam dodać go że nie wytrzymałam. (sorka za błędy w całym opowiadaniu, ale jest późno). Buziaki dla was i życze szczęśliwych ferii <3 Powiem wam że zbliżamy się do rozdziałów z 1D
wtorek, 3 lutego 2015
Notka pod rozdziałem !!!
Muzyka 1
Muzyka 1
Rozdział 7
Mhhhh pocałunek, tak pamiętam Go, ale jak się znalazłam w domu. Boże pewnie Misi nas zabije. Pewnie liczyła że nie będziemy piły. Ja nie chciałam, ale to tak samo zemnie wyszło. Te dzikie Dance, boże mam nadzieje że nikt tego nie pamięta. Oby, bo inaczej jestem skończona.
Chciałam wstać i zobaczyć która godzina na moim daleko leżącym telefonie, niestety ból głowy mi to nie umożliwił. Nie miałam innego wyboru jak wołać kogoś by przyniósł mi tabletkę.
-LISA, MISI! RATUNKU!!!- Nie minęła 1 minuta, a Lisa już znalazła się w moim pokoju.
-Jesku, nie drzyj się tak. Co chciałaś?
-Tabletkę i żebyś mi podała telefon. - Powiedziałam jak mała dziewczynka.
-Sama se wstań po telefon, tabletkę już mam. Wodę, wode masz na biurku.
-Proszę!!! Podaj mi wszystko nie potrafię wstać.
-Dobra, a teraz pewnie chcesz znać całą historie dotarcia tu do domu. I co sie stało na Imprezie? - zapytała z głupim uśmiechem na twarzy.
-Tak chce, i nie śmiej się jak pizda.
-Dobra, no wiec tak. Tańczyliśmy i tańczyliśmy...- i tak gadała a ja już mam dość.
-No ale do rzeczy. Pamiętam że tańczyłam Dirty Dance i Titanica z Andi. Potem zaszalałam z wódką i porwałas mnie na parkiet. Potem jakiś chłopak zemną tańczył. Chyba go pocałowałam. Upadliśmy i bum. Więcej nie wiem.
-I tak wiesz więcej niż się spodziewaliśmy.- Co jakim cudem spodziewaliśmy. Mam
nadzieje że dowiem się czegoś więcej
, przecież umrę z ciekawości.
-Co kurwa, co? Ty się spodziewałaś, kto jeszcze? Już nigdy nigdzie nie idę. Schlałam się jak nikt w mojej rodzinie.
W tym momencie do pokoju weszła znana i nieznana mi postać. Coś szepnął Lisie na ucho i objął ją w pasie. Zdziwiłam się bardzo, ale ten sam człowiek podszedł tez do mnie i pocałowałam mnie w czoło. Nie znałam gościa dobrze, ale to jest Andi ?.! Możliwe, ale jakim cudem on się przytula z moją przyjaciółką, dlaczego to jest akurat on, a nie śliczny blondyn z brązowymi oczami czyli Krambl. Opowiadała mi kiedyś o nim, mówiła mi jaki on jest przystojny i jak by mogła to by się z nim umówiła, a teraz stoi z chłopakiem, z którym wczoraj tańczyłam wolnego. No myślałam że ta "pizda ( ale ją kocham) mi Go zostawi. Ona ma branie.
-Nad czym tak myślisz królewno?-Zapytał mnie Ben, nawet nie wiem kiedy się tu znalazł. Straciłam na te 5 minut poczucie czasu.
-Eee, zamyśliłam się na chwile, odkąd jestem dla Ciebie królewną?- Odwarknęłam pytając się. Nigdy nie lubiłam jak ktos się tak do mnie zwracał a nawet mnie nie znał. Czułam się wtedy mało komfortowo. Jedynie kto zwraca się do mnie skarbie to Misi. Nie mam do niej za to nic. Zna mnie dobrze i wie kiedy używać tego, a kiedy nie. Chwile jeszcze czekałam na odpowiedź od bruneta, ale niestety w zamian odpowiedzi, porostu mnie przytulił. Czułam się naprawdę kiepsko, wszystko mnie bolało. Ale jedynie czego mi brakowało w tym momencie to uścisku, oczywiście pomyślałam o mamie, ale jedynie na co moge liczyć z jej strony to że patrzy na mnie szczęśliwymi oczami z góry. Tam gdzie jest o wiele szczęśliwsza niż była tu z nami. Dużo bym zrobiła żeby wszystko odwrócić. Żeby mama nie umarła i była zemną tutaj. Dzisiaj jest 2 lipca, czyli jeden dzień po imprezie i pare dni od zakończenia szkoły. Czyli dawno już umarła moja mama, w oczach zebrały mi się łzy, chciałam je zakryć, udawać że jestem silna. Ale nie same spłynęły po jednym z moich policzków. Wszyscy zebrani w pokoju, zobaczyli to i nic nie mówiąc znowu mnie przytulili, nie musieli pytać, bo Lisa wiedziała że bez powodu nie płacze, przez ostatni dzień nie uroniłam ani jednej łzy. Wiedziała dobrze o kim sobie wspomniała. Chłopcy chcieli zapytać, ale ona ich wyprzedziła i wyszeptując coś do nich odeszła, został zemną tylko Ben.
-Księżniczko nie płacz, jestem przy Tobie.- Czułam się wtedy naprawdę doceniana, ON działał na mnie inaczej, czułam się bezpieczna. Moja intuicja mówiła że to chłopak na dłużej, choć ja nie byłam gotowa na jaki kolwiek związek. Mam nadzieje że to uszanuje. Mam nadzieje że liczy na przyjaźń.
Ogólnie proponował mi spotkanie. Nie mam zamiaru odmówić. Właśnie przeciwnie chce się gdzieś wyrwać.
Miałam zacząć rozmowę o naszym spotkaniu. Znaczy chciałam, ale chłopak nie dając mi zacząć pocałował mnie. Odwzajemniłam to, nie miałam pojęcia jak. Gdy sie od siebie oderwaliśmy, brunet przeprosił i próbował wyjść. Ja jako miałam coś mu powiedzieć chwyciłam Go za rękę i pociągnęłam by siadł koło mnie.
-Ben? - Zapytałam po cichu by usłyszał tylko On.
Tak księżniczko, jeśli chodzi o ten pocałunek to naprawdę nie wiem jak to sie stało. Oczarowałaś mnie, a ja się tak z dupy zauroczyłem. Nie wpływam na moje zachowanie...
-Ben proszę Cię wysłuchaj mnie!- przerwałam mu. - Chciałam powiedzieć, że zgadzam sie abyśmy się spotkali. Ale chciałam Ci zakomunikować że czegoś o mnie...-przełknęłam ślinę i dokańczając rozmowe.
Dowiedział się wszystkiego co musiał nie powiedziałam mu o ojcu, nie weim jak by zareagował. Nie potrafiłabym sama mu o tym powiedzieć. Zapewne bym beczała jak małe dziecko. Dowie się sam o wszystkim w swoim czasie. Gdy zaczęłam mu mówić że nie jestem gotowa na związek, uszanowłam to, ale jego oczy posmutniały. Nie chciałam aby smutał, było mu tak samo ciężko jak mi. Nawet gorzej. Może kiedyś się do Niego przekonam.
-I tak wiesz więcej niż się spodziewaliśmy.- Co jakim cudem spodziewaliśmy. Mam
nadzieje że dowiem się czegoś więcej
, przecież umrę z ciekawości.
-Co kurwa, co? Ty się spodziewałaś, kto jeszcze? Już nigdy nigdzie nie idę. Schlałam się jak nikt w mojej rodzinie.
W tym momencie do pokoju weszła znana i nieznana mi postać. Coś szepnął Lisie na ucho i objął ją w pasie. Zdziwiłam się bardzo, ale ten sam człowiek podszedł tez do mnie i pocałowałam mnie w czoło. Nie znałam gościa dobrze, ale to jest Andi ?.! Możliwe, ale jakim cudem on się przytula z moją przyjaciółką, dlaczego to jest akurat on, a nie śliczny blondyn z brązowymi oczami czyli Krambl. Opowiadała mi kiedyś o nim, mówiła mi jaki on jest przystojny i jak by mogła to by się z nim umówiła, a teraz stoi z chłopakiem, z którym wczoraj tańczyłam wolnego. No myślałam że ta "pizda ( ale ją kocham) mi Go zostawi. Ona ma branie.
-Nad czym tak myślisz królewno?-Zapytał mnie Ben, nawet nie wiem kiedy się tu znalazł. Straciłam na te 5 minut poczucie czasu.
-Eee, zamyśliłam się na chwile, odkąd jestem dla Ciebie królewną?- Odwarknęłam pytając się. Nigdy nie lubiłam jak ktos się tak do mnie zwracał a nawet mnie nie znał. Czułam się wtedy mało komfortowo. Jedynie kto zwraca się do mnie skarbie to Misi. Nie mam do niej za to nic. Zna mnie dobrze i wie kiedy używać tego, a kiedy nie. Chwile jeszcze czekałam na odpowiedź od bruneta, ale niestety w zamian odpowiedzi, porostu mnie przytulił. Czułam się naprawdę kiepsko, wszystko mnie bolało. Ale jedynie czego mi brakowało w tym momencie to uścisku, oczywiście pomyślałam o mamie, ale jedynie na co moge liczyć z jej strony to że patrzy na mnie szczęśliwymi oczami z góry. Tam gdzie jest o wiele szczęśliwsza niż była tu z nami. Dużo bym zrobiła żeby wszystko odwrócić. Żeby mama nie umarła i była zemną tutaj. Dzisiaj jest 2 lipca, czyli jeden dzień po imprezie i pare dni od zakończenia szkoły. Czyli dawno już umarła moja mama, w oczach zebrały mi się łzy, chciałam je zakryć, udawać że jestem silna. Ale nie same spłynęły po jednym z moich policzków. Wszyscy zebrani w pokoju, zobaczyli to i nic nie mówiąc znowu mnie przytulili, nie musieli pytać, bo Lisa wiedziała że bez powodu nie płacze, przez ostatni dzień nie uroniłam ani jednej łzy. Wiedziała dobrze o kim sobie wspomniała. Chłopcy chcieli zapytać, ale ona ich wyprzedziła i wyszeptując coś do nich odeszła, został zemną tylko Ben.
-Księżniczko nie płacz, jestem przy Tobie.- Czułam się wtedy naprawdę doceniana, ON działał na mnie inaczej, czułam się bezpieczna. Moja intuicja mówiła że to chłopak na dłużej, choć ja nie byłam gotowa na jaki kolwiek związek. Mam nadzieje że to uszanuje. Mam nadzieje że liczy na przyjaźń.
Ogólnie proponował mi spotkanie. Nie mam zamiaru odmówić. Właśnie przeciwnie chce się gdzieś wyrwać.
Miałam zacząć rozmowę o naszym spotkaniu. Znaczy chciałam, ale chłopak nie dając mi zacząć pocałował mnie. Odwzajemniłam to, nie miałam pojęcia jak. Gdy sie od siebie oderwaliśmy, brunet przeprosił i próbował wyjść. Ja jako miałam coś mu powiedzieć chwyciłam Go za rękę i pociągnęłam by siadł koło mnie.
-Ben? - Zapytałam po cichu by usłyszał tylko On.
Tak księżniczko, jeśli chodzi o ten pocałunek to naprawdę nie wiem jak to sie stało. Oczarowałaś mnie, a ja się tak z dupy zauroczyłem. Nie wpływam na moje zachowanie...
-Ben proszę Cię wysłuchaj mnie!- przerwałam mu. - Chciałam powiedzieć, że zgadzam sie abyśmy się spotkali. Ale chciałam Ci zakomunikować że czegoś o mnie...-przełknęłam ślinę i dokańczając rozmowe.
Dowiedział się wszystkiego co musiał nie powiedziałam mu o ojcu, nie weim jak by zareagował. Nie potrafiłabym sama mu o tym powiedzieć. Zapewne bym beczała jak małe dziecko. Dowie się sam o wszystkim w swoim czasie. Gdy zaczęłam mu mówić że nie jestem gotowa na związek, uszanowłam to, ale jego oczy posmutniały. Nie chciałam aby smutał, było mu tak samo ciężko jak mi. Nawet gorzej. Może kiedyś się do Niego przekonam.
*Ben*
Gdy przyszedłem do niej po tej imprezie, dowiedziec się jak sie czuje. Zastałem tam już Andiego obejmującego Lise. Zdziwiłem się, ale tą sprawę zostawiłem w spokoju. Interesowało mnie bardzo jak się czuje "moja" księżniczka. Wiem dobrze że jeszcze nie jest moja, ale może być. Mam wielką nadzieje.
Podszedłem do Niej obejmując ją i zostawiając przy Niej. Była trochę nie ogarnięta, ale i tak wyglądała prześlicznie. Gadaliśmy tak trochę zapytała od kiedy jest dla mnie królewną, ja odkąd ją poznałem uważałem że zasługuje na to miano hahaha. Sam w myślach śmiałem się z tego. Na początku była taka trochę chamska, a gdy zobaczyliśmy w trójkę że jej łzy się uwolniły nikt o nic nie pytał porostu ją przytuliliśmy. Andi chciał się już zapytać co się stało, ale Lisa wyszeptała do nas że to są sprawy rodzinne. O nic sie już nie pytaliśmy, wtedy Lisa z Andim wyszła trzymając się za rękę. Zauważyłem że Ona już nie płacze, coś we mnie wstąpiło i ja pocałowałem ją. Zacząłem przepraszać, nie chciałem tego, ale nie panuje nad sobą od jakiegoś czasu kiedy z nią jestem. Trudno mi to powiedzieć, ale się zakochałem. Nie jestem dobry w takie coś. Każdą dziewczynę miałem tylko po to by się nią pobawić fizycznie. Dziewczyna jeśli tego chciała przychodziła do mnie, zawsze tak było. Przy niej nie potrafię tak, nie powiem też jej tego. Boje się że źle zareaguje. Nie chcę ją skrzywdzić. Ona nie jest jak każda którą miałem na jedną noc. To taka mała i piękna istota. Gdy miałem zamiar jeszcze raz przeprosić i wyjść, dziewczyna po cichu wymówiła moje imię, znowu zacząłem się jej tłumaczyć lecz nie długo blondynka mi przerwała i mówiła o naszym spotkaniu. Byłem przeszczęsliwy gdy sie zgodziła, ale była też sprawa o której nie za bardzo chciałem słyszeć.
-Bo wiesz ja... ja, nie jestem gotowa na związek. Nie mam takich narazie planów. Wolałabym żebyśmy zostali przyjaciółmi. Będzie mi lepiej. Naprawdę nie chce Ci psuć Nadziei, bo wiem ze ją masz. Zauważyłam gdy się. Całowaliśmy. Było super było, ale ja nie mogę.
Straciłem jaką kolwiek nadzieje, ona nawet chyba zobaczyła to w moich oczach. Od razu posmutniałem, ale wierzyłem że może mi zaufa że da się namówić. Powiedziała mi tez o swojej matce. Podczas rozmowy uroniła trochę łez, ale każdą zmazywałem kciukiem. Teraz juz tylko musiałem ją zostawić samą na przygotowanie się na spotkanie. Złożyłem lekki pocałunek na jej policzku i wyszedłem z pokoju.
______________________________________________________________________________
No więc nie pytałam sie kto chce dedyk, ale dzisiaj dam Go mojej Kochanej przyjaciółce która zaczeła go dopiero czytać. Chciałabym już złożyć jej serdeczne życzenia bo ma jutro urodziny. Alicja życze ci wszystkiego co dobre, aby twój związek trwał jak długo sobie zyczysz.
Prezent dla niej był by taki że dopuki nie będzie tutaj dużo komentarzy czyli wiecej niż 2 nie dam rozdziału. Zróbcie to dla niej i dla siebie żebym dodała kolejny rozdział. Prosze o komentowanie, a ja teraz znikam na spacerek z mooim Kubusiem. KOCHAM WAS BARDZO I DZIĘKUJE ŻE JESTEŚCIE.
1.Pytam się was chcielibyście żeby One Direction już wkroczyło do akcji?
2. Może zeby Głowna bohaterka ułożyła sobie życie z Benem?
3. Niestety jego życie jest ciężkie. Kobieciarz jak sie patrzy, czy zniszczy życie Angi i Lisie? Wszystkiego dowiecie się czytając mojego bloga :3
Czytaj notke na dole!!!!
Rozdział 6
Rozdział 6
*Oczami Angi*
A gdy już dojechaliśmy, Ben podał karteczkę z jego numerem Lisie, i podszedł do mnie. Dotknął mnie swoimi opuszkami palców, abym spojrzała na Niego. Nie potrafiłam za bardzo wychwytać o co mu chodzi, ale wyszeptał do mnie coś co nie miało sensu, na początku w aucie wydawał się taki inny.
-Powiem ci coś, ale obiecaj że nikomu nie powiesz, nawet swojej pięknej koleżance.-Szeptał cały czas, a ja stałam jak słup patrząc w jego oczy.
-Dobrze nie powiem, ale mogę jej powiedzieć że uważasz że jest ładna?-Zapytałam szeptem lekko się śmiejąc.
-Dobra, udam że tego nie słyszałem. A wiec przejdę do rzeczy. - On jest serio przystojny jak tak gada poważnie. Boże Angi o czym ty myślisz, ośla pało.
-No dobra gadaj żesz. Chce iśc na ipre dobrze się zabawić nie mam całego dnia. -Zrobiłam się lekko nie miła.
- Może byś się zemną umówiła?-Nie wierze, zabrał mi aż 20 minut tylko po to by sie zemną umówić. Dupek!
-Wiesz co, zastanowię się. Bo zabrałeś mi prawie 1/4 mojego czasu. Nie mogłeś sie od razu zapytać.
-Dobra weź nie rób mi tu wykładu, zgadzasz się czy nie.- Robi się coraz upierdliwszy, nienawidzę takich chłopaków. Po za tym dawno się nie umawiałam z nikim
-Dobra zadzwonię Ci jutro. Ale teraz muszę spadać. Pa.
-Do zobaczenia Piekna !!!!
Boże jaki osioł nawet mnie nie zna. Powiedzmy że chce zaszaleć, podoba mi się to. No ale sorka, trochę jest wkurzający. Teraz muszę poszukać mojej przyjaciółki, bo pewnie znudziła się czekając na mnie. Nie zdziwiłabym się, gdyby juz siedziała z jakimś kolesiem przy barze. Czasami zastanawiam się dlaczego ona ma takie branie, a ja nie?.
Nosz kurde, gdzie ona jest. Nie odbiera ode mnie telefonów ani nic. Oby się nic nie stało :(
Weszłam do klubu pytając się jakiegoś gościa czy nie widział Lisy, ten na to że nie ale chętnie by chciał zobaczyć. Miałam Ochotę mu walnąć. Ale muszę się opanowywać bo boje się że źle skoncze.
Chodzę tak i wołam, wołam. Gdy po raz trzeci zadzwoniłam do niej szybko przerwałam rozmowę, ponieważ zobaczyłam ją przy jakimś stoiku z Benem...Chwilka, co? Kurwa co on tu robi. Nie wierze. Ja sie o nią martwię a ona siedzi z chłopakiem od taksówki i se spokojnie gada. Podbiegłam tam i przywitałam się z nią, krzycząc do jej ucha.
-Jak następnym razem se gdzieś pójdziesz i nie będziesz odbierać telefonów, zapomnij że masz przyjaciółke, wiesz jak ja się o Ciebie martwiłam. A ty se siedzisz z... z. A nie ważne.
-Przepraszam Cię, a teraz się nie denerwuj i chodź potańczyć. Ale czekaj. Opowiedz mi najpierw kto to jest i po jakiego grzyba jest tu Ben.!!!!!!
- No on przyszedł tutaj bo zapomniałaś torebki z samochodu. Potem się okazało że moze zostać no to został. A tutaj do stolika jeszcze dołączą Andi i Krambl, moi koledzy.Chyba się nie gniewasz, ale chciałam mieć koło siebie kogoś co może by nam pilnować torebek gdy my będziemy szaleć i tak na zmianę.
-Aha dzięki że mnie po informowałaś.- Wyburkałam wkurzona, nie miałam zamiaru sobie popsuć dnia.
Gdy już wszyscy sie zebrali, ja jeszcze chwile rozmawiałam z Andi ( dziwne imię jak na chłopaka), gdy nagle chłopak zapytał się czy bym zatańczyła. Nie miałam ochoty siedzieć, bo powiem że tyłek mnie już bolał. Stwierdziłam że nic się nie stanie.
Weszliśmy na parkiet kiedy z głośników wydobyła się wolna piosenka, co prawda moja ulubiona, ale ja się nie nadaje do wolnych tańców. Na dyskotekach czy na innych balach nigdy nie tańczyłam do nich. No tak trzeba jeszcze powiedzieć że nigdy nikt mnie nie zaprosił. No cóż takie życie, przecież nie potne i potnełam sie za to masłem.
A wiec chłopak złapał mnie za biodra, ja za to zaplotłam moje ręce na jego szyi, a głowe polozyłam na jego lewym barku. Kołysaliśmy się trochę, co jakąś sekundę chłopak zniżał dłonie do mojego tyłka. Nie zwracałam na to uwagi, byłam zbyt zajęta "romantycznym tańcem" czułam się jak ksiązniczka tańcząca z księciem na balu. Zapomniałam wtedy o wszystkich zły i przykrych zdarzeniach z mojego życia. Andi miał przewagę nade mną ponieważ był większy i masywniejszy. Taniec się ciągnął. Widziałam tylko jak Lisa i Ben?. Patrzyli na mnie jak w aniołka. Chłopak siedzący koło mojej przyjaciółki w oczach miał iskierke z której nie umiałam odczytać o co chodzi. Wyglądał przy tym tak seksownie, ale nie teraz musiałam się skupic na chłopaku i tańcu. Niestety taniec się skończył. Ja podziękowałam Andiemu lekkim muśnięciem w policzek i poszliśmy do stolika. Chciałam na chwile odpocząć, ale nie bo po co podszedł do mnie Ben i zaprosił do kolejnego tańca, nie chciałam być nie miła i się zgodziłam. Jak na moje życzenia z głośników poleciała moja ulubiona piosenka, znałam każdy do niej ruch. Uczyłam się jej jak startowałam do mistrzostw Polski. Ben tez dobrze to tańczył, wydawało mi się choćby był zawodowym tancerzem. Tańczyliśmy każdy krok po kroku. Wszystko się zgadzało. Nie sądziłam że taksówkarz może tak świetnie tańczyć. Dirty Dancing jeden z trudnych dość układów, a jednak. Po jakiejś minucie tańca wszyscy zeszli z parkietu, choć muzyka leciała dalej. zostaliśmy we dwoje. Wtedy zrobił to co dokładnie mój partner na zawodach. Dał mnie na scenę, a sam zatańczył swój układ (2:17). Gdy podniósł mnie jak ptaka, każdy wstał i zaczął tańczyć coś podobnego. Nawet Lisa chyba z Kramblem. Przyjaciel też kogoś wyrwał. Byłam już zmęczona, choć wiedziałam że pewnie będzie takie samo zakończenia jak w filmie, Ben nie odpuszczał.
Piosenka się skończyła na szczęście i nie szczęście. Fajnie było wrócić do tego tańca, ale czułam się już osłabiona. Chciałam już się czegoś napić. Przy najmniej jakiegoś drinka. zawsze miałam złe skojarzenia z alkoholem, ale byłam na imprezie nie mogłam sobie odpuścić.
Po skończonym już 4 drinku poszłam zamówić sobie czystą. Została nam cała noc. Lisa gdzieś paradowała swoim tyłkiem, a ja jeszcze nie upita siedziałam z Benem opowiadając o sobie. On był trzeźwy ja nie koniecznie, ale nie utrudniało mi to tańca.
Już miałam iśc się bawić do Lisy kiedy za to ona podbiegła do mnie i wyciągnęła na parkiet. Bawiłam się świetnie, wywijałam tyłkiem na wszystkie strony. Odcięłam się od świata. Podszedł do mnie jakiś koleś i zaczął zemną tańczyć. Chwycił mnie za dupę i uniósł do góry, Trzymał mnie tak z 15 minut, tańczyliśmy ja krzyczałam na cały głos, potem nie wiem co we mnie wstąpiło ale pocałowałam jakiegoś chłopaka. Puścił mnie nie chcąco z wrażenia chyba i razem wylądowaliśmy na ziemi. Przytuliłam sie do niego i stwierdziłam:
-Nie ruszam się stąd za nic. -Byłam pod wpływem wielkiego alkoholu. Pamiętam Tylko z tego to, nie wiem jakim cudem znalazłam się w domu z Lisą i w swoim łóżku. z karteczką niebieską na której pisało "DZIĘKUJE CI ZA TANIEC I ZA... ZA POCAŁUNEK. NIE WIEM CZY GO PAMIĘTASZ. ŻEGNAJ ŚLICZNOTKO".
________________________________________________
Dzisiaj daje dedyk Wikusi. Dziękuję że czytasz tego bloga.
Przepraszam ze nie dałam wczoraj go, ale nie chciało mi się.
Daje wam wyzwanie 1 komentarz = następny ?
-Dobrze nie powiem, ale mogę jej powiedzieć że uważasz że jest ładna?-Zapytałam szeptem lekko się śmiejąc.
-Dobra, udam że tego nie słyszałem. A wiec przejdę do rzeczy. - On jest serio przystojny jak tak gada poważnie. Boże Angi o czym ty myślisz, ośla pało.
-No dobra gadaj żesz. Chce iśc na ipre dobrze się zabawić nie mam całego dnia. -Zrobiłam się lekko nie miła.
- Może byś się zemną umówiła?-Nie wierze, zabrał mi aż 20 minut tylko po to by sie zemną umówić. Dupek!
-Wiesz co, zastanowię się. Bo zabrałeś mi prawie 1/4 mojego czasu. Nie mogłeś sie od razu zapytać.
-Dobra weź nie rób mi tu wykładu, zgadzasz się czy nie.- Robi się coraz upierdliwszy, nienawidzę takich chłopaków. Po za tym dawno się nie umawiałam z nikim
-Dobra zadzwonię Ci jutro. Ale teraz muszę spadać. Pa.
-Do zobaczenia Piekna !!!!
Boże jaki osioł nawet mnie nie zna. Powiedzmy że chce zaszaleć, podoba mi się to. No ale sorka, trochę jest wkurzający. Teraz muszę poszukać mojej przyjaciółki, bo pewnie znudziła się czekając na mnie. Nie zdziwiłabym się, gdyby juz siedziała z jakimś kolesiem przy barze. Czasami zastanawiam się dlaczego ona ma takie branie, a ja nie?.
Nosz kurde, gdzie ona jest. Nie odbiera ode mnie telefonów ani nic. Oby się nic nie stało :(
Weszłam do klubu pytając się jakiegoś gościa czy nie widział Lisy, ten na to że nie ale chętnie by chciał zobaczyć. Miałam Ochotę mu walnąć. Ale muszę się opanowywać bo boje się że źle skoncze.
Chodzę tak i wołam, wołam. Gdy po raz trzeci zadzwoniłam do niej szybko przerwałam rozmowę, ponieważ zobaczyłam ją przy jakimś stoiku z Benem...Chwilka, co? Kurwa co on tu robi. Nie wierze. Ja sie o nią martwię a ona siedzi z chłopakiem od taksówki i se spokojnie gada. Podbiegłam tam i przywitałam się z nią, krzycząc do jej ucha.
-Jak następnym razem se gdzieś pójdziesz i nie będziesz odbierać telefonów, zapomnij że masz przyjaciółke, wiesz jak ja się o Ciebie martwiłam. A ty se siedzisz z... z. A nie ważne.
-Przepraszam Cię, a teraz się nie denerwuj i chodź potańczyć. Ale czekaj. Opowiedz mi najpierw kto to jest i po jakiego grzyba jest tu Ben.!!!!!!
- No on przyszedł tutaj bo zapomniałaś torebki z samochodu. Potem się okazało że moze zostać no to został. A tutaj do stolika jeszcze dołączą Andi i Krambl, moi koledzy.Chyba się nie gniewasz, ale chciałam mieć koło siebie kogoś co może by nam pilnować torebek gdy my będziemy szaleć i tak na zmianę.
-Aha dzięki że mnie po informowałaś.- Wyburkałam wkurzona, nie miałam zamiaru sobie popsuć dnia.
Gdy już wszyscy sie zebrali, ja jeszcze chwile rozmawiałam z Andi ( dziwne imię jak na chłopaka), gdy nagle chłopak zapytał się czy bym zatańczyła. Nie miałam ochoty siedzieć, bo powiem że tyłek mnie już bolał. Stwierdziłam że nic się nie stanie.
Weszliśmy na parkiet kiedy z głośników wydobyła się wolna piosenka, co prawda moja ulubiona, ale ja się nie nadaje do wolnych tańców. Na dyskotekach czy na innych balach nigdy nie tańczyłam do nich. No tak trzeba jeszcze powiedzieć że nigdy nikt mnie nie zaprosił. No cóż takie życie, przecież nie potne i potnełam sie za to masłem.
A wiec chłopak złapał mnie za biodra, ja za to zaplotłam moje ręce na jego szyi, a głowe polozyłam na jego lewym barku. Kołysaliśmy się trochę, co jakąś sekundę chłopak zniżał dłonie do mojego tyłka. Nie zwracałam na to uwagi, byłam zbyt zajęta "romantycznym tańcem" czułam się jak ksiązniczka tańcząca z księciem na balu. Zapomniałam wtedy o wszystkich zły i przykrych zdarzeniach z mojego życia. Andi miał przewagę nade mną ponieważ był większy i masywniejszy. Taniec się ciągnął. Widziałam tylko jak Lisa i Ben?. Patrzyli na mnie jak w aniołka. Chłopak siedzący koło mojej przyjaciółki w oczach miał iskierke z której nie umiałam odczytać o co chodzi. Wyglądał przy tym tak seksownie, ale nie teraz musiałam się skupic na chłopaku i tańcu. Niestety taniec się skończył. Ja podziękowałam Andiemu lekkim muśnięciem w policzek i poszliśmy do stolika. Chciałam na chwile odpocząć, ale nie bo po co podszedł do mnie Ben i zaprosił do kolejnego tańca, nie chciałam być nie miła i się zgodziłam. Jak na moje życzenia z głośników poleciała moja ulubiona piosenka, znałam każdy do niej ruch. Uczyłam się jej jak startowałam do mistrzostw Polski. Ben tez dobrze to tańczył, wydawało mi się choćby był zawodowym tancerzem. Tańczyliśmy każdy krok po kroku. Wszystko się zgadzało. Nie sądziłam że taksówkarz może tak świetnie tańczyć. Dirty Dancing jeden z trudnych dość układów, a jednak. Po jakiejś minucie tańca wszyscy zeszli z parkietu, choć muzyka leciała dalej. zostaliśmy we dwoje. Wtedy zrobił to co dokładnie mój partner na zawodach. Dał mnie na scenę, a sam zatańczył swój układ (2:17). Gdy podniósł mnie jak ptaka, każdy wstał i zaczął tańczyć coś podobnego. Nawet Lisa chyba z Kramblem. Przyjaciel też kogoś wyrwał. Byłam już zmęczona, choć wiedziałam że pewnie będzie takie samo zakończenia jak w filmie, Ben nie odpuszczał.
Piosenka się skończyła na szczęście i nie szczęście. Fajnie było wrócić do tego tańca, ale czułam się już osłabiona. Chciałam już się czegoś napić. Przy najmniej jakiegoś drinka. zawsze miałam złe skojarzenia z alkoholem, ale byłam na imprezie nie mogłam sobie odpuścić.
Po skończonym już 4 drinku poszłam zamówić sobie czystą. Została nam cała noc. Lisa gdzieś paradowała swoim tyłkiem, a ja jeszcze nie upita siedziałam z Benem opowiadając o sobie. On był trzeźwy ja nie koniecznie, ale nie utrudniało mi to tańca.
Już miałam iśc się bawić do Lisy kiedy za to ona podbiegła do mnie i wyciągnęła na parkiet. Bawiłam się świetnie, wywijałam tyłkiem na wszystkie strony. Odcięłam się od świata. Podszedł do mnie jakiś koleś i zaczął zemną tańczyć. Chwycił mnie za dupę i uniósł do góry, Trzymał mnie tak z 15 minut, tańczyliśmy ja krzyczałam na cały głos, potem nie wiem co we mnie wstąpiło ale pocałowałam jakiegoś chłopaka. Puścił mnie nie chcąco z wrażenia chyba i razem wylądowaliśmy na ziemi. Przytuliłam sie do niego i stwierdziłam:
-Nie ruszam się stąd za nic. -Byłam pod wpływem wielkiego alkoholu. Pamiętam Tylko z tego to, nie wiem jakim cudem znalazłam się w domu z Lisą i w swoim łóżku. z karteczką niebieską na której pisało "DZIĘKUJE CI ZA TANIEC I ZA... ZA POCAŁUNEK. NIE WIEM CZY GO PAMIĘTASZ. ŻEGNAJ ŚLICZNOTKO".
________________________________________________
Dzisiaj daje dedyk Wikusi. Dziękuję że czytasz tego bloga.
Przepraszam ze nie dałam wczoraj go, ale nie chciało mi się.
Daje wam wyzwanie 1 komentarz = następny ?
poniedziałek, 2 lutego 2015
Rozdział 5
*Oczami Misi*
Patrzyłam się na nich tak jakiś 10 minut dopóki nie rozeszły się do swoich pokoi. Nie za bardzo wierzyłam w to że Angi i Lisa będą chciały iśc na jaką kolwiek Imprezę. Przy najmniej będę miała ich dzisiaj z głowy. Mam nadzieje że będą rozsądne i pić alkoholu nie będą, chociaż w końcu mają 18 lat, ale ja się o nie strasznie boje, po za tym Angi dużo przeszła i alkohol się jej kojarzy źle. No cóż moje dziewczynki dorastają, i zapewne się za nie długo od mnie wyprowadzą.
Co ja dzisiaj będę robiła przecież nie mogę siedzieć kolejny dzień sama w domu, podczas gdy wszyscy mieszkańcy tego budynku wychodzą na miasto. Przecież nie będę się nad sobą kolejny raz użalała, czas coś ze soba zrobić. Podobno raz się żyje.
*Oczami Angeliki*
Jest godzina 14;30 mam jeszcze godzinę by się przygotować. A ja nawet nie mam sukienki, takiej by mi się podobała. Znaczy mam ich dużo, ale wszystkie bodajże już miałam na sobie. Teraz to jedynie co mi zostaje to poprosić Lisę, aby pożyczyła mi cos. Zapewne to zachwile ona do mnie przyjdzie zapytać się czy nie pozycze jej czegoś. Czyli będzie tak jak przed latami. Ja jej ona mi.
5 minut później
Miałam racje moja kochana przyjaciółka przyszła po rzeczy, nie pytając się otworzyła szafe i zaczeła poszukiwania, wiec ja nie chciałam sie poczuć gorsza wiec popełdziłam do pokoju dalej, po jakąs ładną sukienkę.
Już po 20 minutach miałam wybraną ciemną koronkową sukienkę, granatowe wysokie szpilki. Bardzo to do mnie nie podobne co do butów, bo ja nie za bardzo lubie chodzić w szpilkach. Zawsze nosiłam koturny bądź buty na niskiej podeszwie. No ale raz na jakiś czas można zrobić wyjątek. PO wybraniu 2 rzeczy z szafy Lisy, pobiegłam zrobić lekki makijaż. Fryzurę postanowiłam zrobić na sam koniec, ponieważ Lisa też będzie chciała taką samą, a ja nie moge na to pozwolić.
Najlepiej jak pójde sprawdzić jak idą poszukiwania brązowookiej dziewczyny.
Gdy weszłam do jej pokoju, zobaczyłam ubraną blondynkę w kwiatową piękną sukienkę, a do tego czarne baleriny. Wyglądała niesamowicie pięknie, oczywiście do ideału brakowało jej jedynie fryzury. Już miałam w planach sie zapytać jaką fryzure sobie wybiera, ale dziewczyna mnie wyprzedziła. Pokazała mi swojego tableta, a na nim piekne proste włosy.
-Ty chyba oszalałaś, mamy zaledwie 30 minut, a ty masz lekko falowane włosy, wiesz ile będzie trwało prostowanie tych włosów? Na pewno nie będę tego robić. Po za tym ja jeszcze musze sobie coś zrobić na tej pustej głowie.-Juz miałam krzyczeć na nią, i dalej ciągnąc swój monolog kiedy ona tylko popatrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami i powiedziała szeptem.
-Nie musisz sie tak unościć. Nie chce nie rób, znajde sobie coś innego.-Ppatrzyła na mnie jak na idiotke, a potem nagle na swojego tableta. Obrażona opusciła swój pokój, nawet na mnie nie zerkając.
Nie miało to tak byc, ale nie nawidze jak ona mi pokazuje coś co jest czasochłonne. Nie chciałam się kłócić, ale nie miałam zamiaru tracić czasu. Zrobiłam sobie niedbałego koka i pobiegłam na dół pogodzić się z Lisą, i zaproponowac jej coś podobnego do jej zachcianki.
Gdy weszłam do salonu moja prześliczna przyjaciółka siedziała na zielonej sofie przy kuchni. Podbiegłam do niej i zaczęłam gilgotać
-Ej nie obrażaj sie na mnie.
-Przestań, bo się bardziej obrażę. - Śmiała się a za razem udawała obrażoną,
-Chodź pokaże ci inne fryzury z gazetki mojej. Taka ona jest podobna, ale nie z prostymi włosami. Proszę Cię, mamy 15 min i taksówka będzie, Twoja mamusia nam zamówiła.
-Zbije! No dobra nie mam żadnego innego wyboru.
Za proponowałam jej lekko falowaną fryzurę, miałam akurat pod ręką lokówkę do fal, wiec dla jej włosów to było 5 min.
*Oczami Lisy* Taksówka
Jedynie co miałam przed oczami dobrą zabawe, i alkohol. Miałam też to że An nie będzie piła, uważa że alkohol to zło tylko dlatego że ma złe wspomnienia. Ja ją rozumie, ale nie musi odkładac niektórych rzeczy na bok. Nawet nie wiem jak to się stało ze na impre chce iść, nigdy ni wspominała o niej. A czasami gdy mówiliśmy z mamą o tym to omijała ten temat. Dzisiaj mamy sie wyszaleć bo jest sobota, bo w poniedziałek znowu do szkoły -.-
Angelika siedziała tak jakoś bardzo cicho, taksówkarz rozmawiał zemną gdybyśmy się znali Dobra pare lat, a jak próbował zagadać do mojej przyjaciółki ona go ignorowała, nawet fajny chłopak nazywa sie Ben i ma 19 lat. Zauważyłam jak patrzy na piekna brunetkę. Jego oczy są takie jakiś wieksze niż jak nas zapraszał do taxi. Takie bardziej niebieskie. A ona... ona go omija.
Jechaliśmy prawie 20 min i wciąż jedziemy. Jest straszliwie długi korek. Ja nie mówiąc nic Angi umówiłam sie z starymi znajomymi. Znaczy 2 chłopaków i my. To ma być niespodzianka dla niej. Mam nadzieje że się rozluźni i będzie się dobrze bawiła.
Młody kierowca dalej próbował się porozumieć z brązowooką, nie miałam ochoty słuchac już tego jak ona coś pod nosem mówi.
-Weź się kurwa odezwij.- Powiedziałam wkurwiona.
-Boże nie unoś się tak. Nawet chwile w milczeniu nie można pobyć.
-Jesku, Ben sie coś Ciebie pyta, a ty Go ignorujesz. Ja coś do Ciebie mówie, ignorujesz. Powiesz mi co się dzieje?
-Dobra, cześć Ben jestem Angelika mów mi Angi. Mam 18 lat mieszkam z tą wariatką. Miło mi cie poznać. Wystarczy!-Krzyknęła.
-Dobra, ja nie chce przeszkadzać, ale jesteśmy na miejscu. Dam wam mój prywatny numer, gdybyście chciały podwózki. Nie zawsze jestem na tym aucie i pod tym numerem. Życze Wam udanej zabawy.
Podszedł do Angi i dotknął jej policzka opuszkami palców. Coś do niej wyszeptał i odszedł.
*Oczami Angi*
W aucie nie byłam w humorze, ale wspomniałam sobie swoje dzieciństwo i na chwile zaszkliły mi sie oczy, chciałam już byc na miejscu i nie słuchać ich, ale Lisa się wściekła i nie mogłam nic na to poradzić. A gdy już dojechaliśmy, Ben podał karteczke z jego numerem Lisie i podszedł do mnie.
_______________________________________________________________________
Hey. Wam a moze dobry wieczór hahah..
Napisałam rozdział z specjalną dedykacją dla Weroniki :3 Dziekuję że jesteś.
Wiecie co. Wiecie moze kto dzisiaj ma urodziny?
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Harry!!!! 21 urodziny. Wszystkiego Dobrego dla nie Go!!!
-------------------------------------------------------------------------
dziewczyny prosze o komantarze i następny rozdział pojawi sie dzisiaj. KOcham was <3
Może jest on mało dziejący się, ale obiecałam Paulinie że będzie mało gwałtu i krwi wiec narazie się nie zapowiada na smutne. Może bd troszeczkę smutku, ale to mało.
Komentować <33
Co ja dzisiaj będę robiła przecież nie mogę siedzieć kolejny dzień sama w domu, podczas gdy wszyscy mieszkańcy tego budynku wychodzą na miasto. Przecież nie będę się nad sobą kolejny raz użalała, czas coś ze soba zrobić. Podobno raz się żyje.
*Oczami Angeliki*
Jest godzina 14;30 mam jeszcze godzinę by się przygotować. A ja nawet nie mam sukienki, takiej by mi się podobała. Znaczy mam ich dużo, ale wszystkie bodajże już miałam na sobie. Teraz to jedynie co mi zostaje to poprosić Lisę, aby pożyczyła mi cos. Zapewne to zachwile ona do mnie przyjdzie zapytać się czy nie pozycze jej czegoś. Czyli będzie tak jak przed latami. Ja jej ona mi.
5 minut później
Miałam racje moja kochana przyjaciółka przyszła po rzeczy, nie pytając się otworzyła szafe i zaczeła poszukiwania, wiec ja nie chciałam sie poczuć gorsza wiec popełdziłam do pokoju dalej, po jakąs ładną sukienkę.
Już po 20 minutach miałam wybraną ciemną koronkową sukienkę, granatowe wysokie szpilki. Bardzo to do mnie nie podobne co do butów, bo ja nie za bardzo lubie chodzić w szpilkach. Zawsze nosiłam koturny bądź buty na niskiej podeszwie. No ale raz na jakiś czas można zrobić wyjątek. PO wybraniu 2 rzeczy z szafy Lisy, pobiegłam zrobić lekki makijaż. Fryzurę postanowiłam zrobić na sam koniec, ponieważ Lisa też będzie chciała taką samą, a ja nie moge na to pozwolić.
Najlepiej jak pójde sprawdzić jak idą poszukiwania brązowookiej dziewczyny.
Gdy weszłam do jej pokoju, zobaczyłam ubraną blondynkę w kwiatową piękną sukienkę, a do tego czarne baleriny. Wyglądała niesamowicie pięknie, oczywiście do ideału brakowało jej jedynie fryzury. Już miałam w planach sie zapytać jaką fryzure sobie wybiera, ale dziewczyna mnie wyprzedziła. Pokazała mi swojego tableta, a na nim piekne proste włosy.
-Ty chyba oszalałaś, mamy zaledwie 30 minut, a ty masz lekko falowane włosy, wiesz ile będzie trwało prostowanie tych włosów? Na pewno nie będę tego robić. Po za tym ja jeszcze musze sobie coś zrobić na tej pustej głowie.-Juz miałam krzyczeć na nią, i dalej ciągnąc swój monolog kiedy ona tylko popatrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami i powiedziała szeptem.
-Nie musisz sie tak unościć. Nie chce nie rób, znajde sobie coś innego.-Ppatrzyła na mnie jak na idiotke, a potem nagle na swojego tableta. Obrażona opusciła swój pokój, nawet na mnie nie zerkając.
Nie miało to tak byc, ale nie nawidze jak ona mi pokazuje coś co jest czasochłonne. Nie chciałam się kłócić, ale nie miałam zamiaru tracić czasu. Zrobiłam sobie niedbałego koka i pobiegłam na dół pogodzić się z Lisą, i zaproponowac jej coś podobnego do jej zachcianki.
Gdy weszłam do salonu moja prześliczna przyjaciółka siedziała na zielonej sofie przy kuchni. Podbiegłam do niej i zaczęłam gilgotać
-Ej nie obrażaj sie na mnie.
-Przestań, bo się bardziej obrażę. - Śmiała się a za razem udawała obrażoną,
-Chodź pokaże ci inne fryzury z gazetki mojej. Taka ona jest podobna, ale nie z prostymi włosami. Proszę Cię, mamy 15 min i taksówka będzie, Twoja mamusia nam zamówiła.
-Zbije! No dobra nie mam żadnego innego wyboru.
Za proponowałam jej lekko falowaną fryzurę, miałam akurat pod ręką lokówkę do fal, wiec dla jej włosów to było 5 min.
*Oczami Lisy* Taksówka
Jedynie co miałam przed oczami dobrą zabawe, i alkohol. Miałam też to że An nie będzie piła, uważa że alkohol to zło tylko dlatego że ma złe wspomnienia. Ja ją rozumie, ale nie musi odkładac niektórych rzeczy na bok. Nawet nie wiem jak to się stało ze na impre chce iść, nigdy ni wspominała o niej. A czasami gdy mówiliśmy z mamą o tym to omijała ten temat. Dzisiaj mamy sie wyszaleć bo jest sobota, bo w poniedziałek znowu do szkoły -.-
Angelika siedziała tak jakoś bardzo cicho, taksówkarz rozmawiał zemną gdybyśmy się znali Dobra pare lat, a jak próbował zagadać do mojej przyjaciółki ona go ignorowała, nawet fajny chłopak nazywa sie Ben i ma 19 lat. Zauważyłam jak patrzy na piekna brunetkę. Jego oczy są takie jakiś wieksze niż jak nas zapraszał do taxi. Takie bardziej niebieskie. A ona... ona go omija.
Jechaliśmy prawie 20 min i wciąż jedziemy. Jest straszliwie długi korek. Ja nie mówiąc nic Angi umówiłam sie z starymi znajomymi. Znaczy 2 chłopaków i my. To ma być niespodzianka dla niej. Mam nadzieje że się rozluźni i będzie się dobrze bawiła.
Młody kierowca dalej próbował się porozumieć z brązowooką, nie miałam ochoty słuchac już tego jak ona coś pod nosem mówi.
-Weź się kurwa odezwij.- Powiedziałam wkurwiona.
-Boże nie unoś się tak. Nawet chwile w milczeniu nie można pobyć.
-Jesku, Ben sie coś Ciebie pyta, a ty Go ignorujesz. Ja coś do Ciebie mówie, ignorujesz. Powiesz mi co się dzieje?
-Dobra, cześć Ben jestem Angelika mów mi Angi. Mam 18 lat mieszkam z tą wariatką. Miło mi cie poznać. Wystarczy!-Krzyknęła.
-Dobra, ja nie chce przeszkadzać, ale jesteśmy na miejscu. Dam wam mój prywatny numer, gdybyście chciały podwózki. Nie zawsze jestem na tym aucie i pod tym numerem. Życze Wam udanej zabawy.
Podszedł do Angi i dotknął jej policzka opuszkami palców. Coś do niej wyszeptał i odszedł.
*Oczami Angi*
W aucie nie byłam w humorze, ale wspomniałam sobie swoje dzieciństwo i na chwile zaszkliły mi sie oczy, chciałam już byc na miejscu i nie słuchać ich, ale Lisa się wściekła i nie mogłam nic na to poradzić. A gdy już dojechaliśmy, Ben podał karteczke z jego numerem Lisie i podszedł do mnie.
_______________________________________________________________________
Hey. Wam a moze dobry wieczór hahah..
Napisałam rozdział z specjalną dedykacją dla Weroniki :3 Dziekuję że jesteś.
Wiecie co. Wiecie moze kto dzisiaj ma urodziny?
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Harry!!!! 21 urodziny. Wszystkiego Dobrego dla nie Go!!!
-------------------------------------------------------------------------
dziewczyny prosze o komantarze i następny rozdział pojawi sie dzisiaj. KOcham was <3
Może jest on mało dziejący się, ale obiecałam Paulinie że będzie mało gwałtu i krwi wiec narazie się nie zapowiada na smutne. Może bd troszeczkę smutku, ale to mało.
Komentować <33
Subskrybuj:
Posty (Atom)