Rozdział 11
Dziewczyna mocniej mnie przytuliła i zaczeła przepraszać że jest taka a nie inna. Nie chciałem słuchać jej przeprosin i znów ją pocałowałem. Tym razem odwzajemniła i pogłebiła Go. Po chwili przeniesliśmy się na łóżku. Nie miałem złych zamiarów na nią, ale ona mnie podnieca. Na chwile przerwaliśmy popatrzyłem na jej piękne oczy. Na chwile się odemnie odsuneła i zakryła twarz rękoma. Chyba za szybko wszystko poszło. Dziewczyna nie patrząc się na mnie wyszła z pokoju. Pobiegłem za nią, siedziała na blacie w kuchni pijąc wode?! Osz kurwa jak ona to zrobiła tak szybko. Podszedłem do niej obejmując i przepraszając.
-Skarbie ja nie wiedziałem że jesteś nie gotowa... Przepraszam ja Cie tak kocham i starsznie mnie pociągasz. Jeszcze w takiej bluzce, jestem starsznym dupkiem, ale nie chce Cie starcić. Nie wiem co pomiędzy nami jest. Ale dla mnie znaczysz wiecej niż ktokolwiek. - Gdy skończyłem brunetka lekko podgryzła wargę patrząc się na mnie. Byłem bezradny, chcialem sie na nia rzucić za to wargę, robi to tak seksownie. Kurwa o czym ja myśle. Dziewczyna chwile zastanawiając się przywarła do moich ust. Byłem rozczarowany. Czy ona czuje to samo do mnie? Odwzajemniłem pocałunek co chwile, dziewczyna chwytając mnie za kark nogi oplątała miedzy pasem. Chwyciłem ją za uda i przenieśliśmy się na łóżko w sypialni, odrywiając się od niej, zapytałem czy możemy czy jest gotowa, nic nie mówiąc znów zaczeła obdarowywać mnie pocałunkami. Jej ręka wedrowała po moich plecach, górowałem wiec miałem przewage nad nią. Ręka moja wedrowała po jej brzuchu, rysowałem dziwne rysunki po jej ciele. Niestety nie trawało to długo, dziewczyna nas obróciła i to ona górowała Mineła chwila gdzy dziewczyna nie przerywając lekkich pocałunków sciągneła ze mnie bluzke. Nie mogłem być gorszy. Po sciagnieciu mojej całej góry, dobrała się do dołu. Ściągają zemnie gacie zosatały jej tylko jedno. Nie miałem zamiaru tego robić dzisiaj, po za tym dziewczyna chyba tez nie. Zostawiła tylko jedną część garderoby i znów zaczełam mnie całować. Ja za to pozbyłem jej wszytkiego oprócz bielinzy. Kochalismy się dość długo, dziewczyna pożegnała sie zemną, pocałowała mnie jeszcze raz i odpłyneła w kraine Morfeusza.
Teraz już wiem że się w niej zakochałem, mam nadzieje że bedzie zemną szczęśliwa.
-Skarbie ja nie wiedziałem że jesteś nie gotowa... Przepraszam ja Cie tak kocham i starsznie mnie pociągasz. Jeszcze w takiej bluzce, jestem starsznym dupkiem, ale nie chce Cie starcić. Nie wiem co pomiędzy nami jest. Ale dla mnie znaczysz wiecej niż ktokolwiek. - Gdy skończyłem brunetka lekko podgryzła wargę patrząc się na mnie. Byłem bezradny, chcialem sie na nia rzucić za to wargę, robi to tak seksownie. Kurwa o czym ja myśle. Dziewczyna chwile zastanawiając się przywarła do moich ust. Byłem rozczarowany. Czy ona czuje to samo do mnie? Odwzajemniłem pocałunek co chwile, dziewczyna chwytając mnie za kark nogi oplątała miedzy pasem. Chwyciłem ją za uda i przenieśliśmy się na łóżko w sypialni, odrywiając się od niej, zapytałem czy możemy czy jest gotowa, nic nie mówiąc znów zaczeła obdarowywać mnie pocałunkami. Jej ręka wedrowała po moich plecach, górowałem wiec miałem przewage nad nią. Ręka moja wedrowała po jej brzuchu, rysowałem dziwne rysunki po jej ciele. Niestety nie trawało to długo, dziewczyna nas obróciła i to ona górowała Mineła chwila gdzy dziewczyna nie przerywając lekkich pocałunków sciągneła ze mnie bluzke. Nie mogłem być gorszy. Po sciagnieciu mojej całej góry, dobrała się do dołu. Ściągają zemnie gacie zosatały jej tylko jedno. Nie miałem zamiaru tego robić dzisiaj, po za tym dziewczyna chyba tez nie. Zostawiła tylko jedną część garderoby i znów zaczełam mnie całować. Ja za to pozbyłem jej wszytkiego oprócz bielinzy. Kochalismy się dość długo, dziewczyna pożegnała sie zemną, pocałowała mnie jeszcze raz i odpłyneła w kraine Morfeusza.
Teraz już wiem że się w niej zakochałem, mam nadzieje że bedzie zemną szczęśliwa.
*Rano oczami Angi*
Obudziłam sie rano bez osoby, ktora powinna byc. Pomyslałam ze zapewne robi mi sniadania. Bo mnie kocha i nie chce żebym schudła. To co przeżyłam wczoraj wieczorem uświadomiło mi że mam osobe która mnie kocha, i nie skrzywdzi. Ja też Go kocham i chce z nim być. Chce się przy nim budzić codziennie i chodzic na spacery.
Wstałam z zbyt wygodniego łóżka i poszłam się od swieżyć. Weszłam pod prysznic i letnia woda ukoiła moje wyblakłe blizny, byłam szczęśliwa że ich już tak nie widać. Po chwili ktoś zaczął pukać na drzwi od łazienki, zamknełam się wiec nie było możliwości żeby wejść, miałam taką nadzieje, ale osoba stojąca za drzwiami krzykneła tylko że ŚNIADANIE. Wszytkie nerwy ze mnie zeszły. Ufff... Ubrałam bielizne a na to bluzke z spódniczką co dawało wygląd sukienki. Przeczesałam włosy szczotką i zostawiłam je niespinając, pomalowałam lekko oczy i wyszłam. Wziełam ze sobą mój telefon i pobiegłam na dół. No tak jak mogło sie skończyc bieganie po schodach, dla mnie jak najgorzej. Zapomniałam o ostatich 3 schodach i walnełam orła, za sobą słyszałam cichy śmiech Bena. Wstała poprawiając włosy, podeszlam do chłopaka i przytuliłam się do jego torsu. Następnie obeszłam stół w kuchni i podążałam za pięknym zapachem do salonu, tam czekała na mnie jajecznica z szczypiorkiem i sok pomarańczowy. Byłam straszliwie głodna wiec od razu wziełąm się za jedzenie. Kątem oka zaglądałam na Bena siedzącego tuż obok, w ręce trzymał telefon, nie wzracając na mnie uwagi wszedł schodami na góre. Stwierdziłam że nie musze za nim iśc, duży chłopak da sobie rade.
Zjadłam śniadanie, i stwierdziłam że można by się gdzieś przejść, musiałam jedynie iść po buty do góry i zegarek, może mała torebka. Weszłam do pokoju i zastałam chłopaka troszke złego. Podeszłam i objełam jego ciało. Zareagował odwrotnie, odszedł pare kroków od mnie krzywo się patrząc.
-Coś się stało?- zapytałam zamyślona.
-Nie...-odpowiedział wrogo. Czy to ja byłam winna.
-Musiało się coś stać, odtrącasz mnie!- krzyknełam.
-Nie podchodź boje się o Ciebie, moge ci zrobić z nerwów krzywde.
-Co się stało?- nie wzracając na to co powiedział wczesniej jeszcze raz zapytałam, ale tym razem łagodniej.
-Tak. Stało się to i dużo. Ale nie dotyczy to ciebie. - odpowiedział, a z jego powiek poleciała jedna łza. Podeszłam do niego i szybko otarłam łzę przytulając Go do siebie. Odwzajemnił to przytając jeszcze mocniej. Wyszeptał tylko;
-On umarł, ja go kochałem nie mam już nikogo. - kolejna łza poleciała. Domyślałam się że chodzi o ojca. Mnie też łzy poleciały. Nawet go nie poznałam :( Rozumiałam bruneta bo sama straciłam ważną osobe dla mnie... moją mame.
-Kochanie masz mnie. Pamiętaj o tym!- wyszeptałam po czym wyciąnełam i założyłam na siebie białe trampki, i zabrałam czarną torebkę, szybko rzucając Benowi ze wychodze. Pożegnałam się z nim, zostawiając Go w pokoju wyszłam na świerze powietrze.
______________________________________________________________
Hey kochani. Nareszcie rozdział.... xdddd
Wstałam z zbyt wygodniego łóżka i poszłam się od swieżyć. Weszłam pod prysznic i letnia woda ukoiła moje wyblakłe blizny, byłam szczęśliwa że ich już tak nie widać. Po chwili ktoś zaczął pukać na drzwi od łazienki, zamknełam się wiec nie było możliwości żeby wejść, miałam taką nadzieje, ale osoba stojąca za drzwiami krzykneła tylko że ŚNIADANIE. Wszytkie nerwy ze mnie zeszły. Ufff... Ubrałam bielizne a na to bluzke z spódniczką co dawało wygląd sukienki. Przeczesałam włosy szczotką i zostawiłam je niespinając, pomalowałam lekko oczy i wyszłam. Wziełam ze sobą mój telefon i pobiegłam na dół. No tak jak mogło sie skończyc bieganie po schodach, dla mnie jak najgorzej. Zapomniałam o ostatich 3 schodach i walnełam orła, za sobą słyszałam cichy śmiech Bena. Wstała poprawiając włosy, podeszlam do chłopaka i przytuliłam się do jego torsu. Następnie obeszłam stół w kuchni i podążałam za pięknym zapachem do salonu, tam czekała na mnie jajecznica z szczypiorkiem i sok pomarańczowy. Byłam straszliwie głodna wiec od razu wziełąm się za jedzenie. Kątem oka zaglądałam na Bena siedzącego tuż obok, w ręce trzymał telefon, nie wzracając na mnie uwagi wszedł schodami na góre. Stwierdziłam że nie musze za nim iśc, duży chłopak da sobie rade.
Zjadłam śniadanie, i stwierdziłam że można by się gdzieś przejść, musiałam jedynie iść po buty do góry i zegarek, może mała torebka. Weszłam do pokoju i zastałam chłopaka troszke złego. Podeszłam i objełam jego ciało. Zareagował odwrotnie, odszedł pare kroków od mnie krzywo się patrząc.
-Coś się stało?- zapytałam zamyślona.
-Nie...-odpowiedział wrogo. Czy to ja byłam winna.
-Musiało się coś stać, odtrącasz mnie!- krzyknełam.
-Nie podchodź boje się o Ciebie, moge ci zrobić z nerwów krzywde.
-Co się stało?- nie wzracając na to co powiedział wczesniej jeszcze raz zapytałam, ale tym razem łagodniej.
-Tak. Stało się to i dużo. Ale nie dotyczy to ciebie. - odpowiedział, a z jego powiek poleciała jedna łza. Podeszłam do niego i szybko otarłam łzę przytulając Go do siebie. Odwzajemnił to przytając jeszcze mocniej. Wyszeptał tylko;
-On umarł, ja go kochałem nie mam już nikogo. - kolejna łza poleciała. Domyślałam się że chodzi o ojca. Mnie też łzy poleciały. Nawet go nie poznałam :( Rozumiałam bruneta bo sama straciłam ważną osobe dla mnie... moją mame.
-Kochanie masz mnie. Pamiętaj o tym!- wyszeptałam po czym wyciąnełam i założyłam na siebie białe trampki, i zabrałam czarną torebkę, szybko rzucając Benowi ze wychodze. Pożegnałam się z nim, zostawiając Go w pokoju wyszłam na świerze powietrze.
______________________________________________________________
Hey kochani. Nareszcie rozdział.... xdddd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz