10.
Okey, czyli jedziemy do niego. Niby fajnie, a niby nie. Nie wiem jak mam sie zachowywać, chyba i tak już pokazałam że mam emocje i uczucia. Jechaliśmy dość długo, przystojny brunet całą drogę był tak strasznie skupiony na jeździe. Gdy tylko dotarliśmy chyba pod jego dom, wyszedł pierwszy i otworzył mi drzwi ze strony pasażera. Podał mi rękę i szybko pociągnął w stronę drzwi. Weszłam do mieszkania i przeżyłam szok. Nie sądziłam że chłopak mieszkający sam może mieć tak zadbane mieszkanie. Weszła do biało-czarnego salonu, usiadłam na czarnej sofie, i czekałam na Bena, który poszedł po rzeczy do samochodu. Na szczęście nie musiałam długo czekać, chłopak ciągnął buty w przedpokoju i przyszedł do mnie. Położył się na czarnym miękkim siedzeniu i zapytał:
-To co ksiązniczko się stało?- Chciałam już coś powiedzieć, gdy zadzwonił mi telefon. Odebrałam, bo zawsze odbieram jak nie wiem kto dzwoni. Chłopak chwile się na mnie popatrzył i szybkim krokiem podszedł do wielkiej czerwono coś tam kuchni i krzyknął czy zrobić mi Kawę kiwnęłam głową i odebrałam.
*Rozmowa*
-Hey, z tej strony Angelika. Kto mówi?- zapytałam tak jak zawsze. Osoba po drugiej stronie się nie odzywała wiec spróbowałam jeszcze raz.- Hey, Kto mówi?- Znowu zapytałam, chciałam się rozłączyć, ale osoby po drugiej stronie, przeprosiła i powiedziała;
-No hey z tej strony Andi, bardzo się martwimy gdzie jesteś?- Zszokowało mnie że to Andi, myslam że Lisa. Bardzo znów posmutniałam, słona ciecz znów zaczęła lecieć po moich policzka. Odezwałam się chamsko:
- Oo ooo zamartwiliście się, jak mi przykro, ale was nienawidzę nie powiem gdzie jestem. Nie chce słyszeć że jestem najgorszą przyjaciółką i że... A zresztą słyszałeś wszytko. Mam ochotę się zabić. Mam was wszystkich dość, nigdy się nie spodziewałam że Lisa może to powiedzieć, gdyby ona takie coś usłyszała na pewno ja bym za nią pobiegła i przepraszała, jak wyszłam pierwszy raz z domu to dalej się żaliła, myślisz że wróciłam się z powrotem, bo byłam dalej. Nie!!! Stałam tam, ty też taki nie jesteś święty. Myślisz że nie wiem że ćpasz, dobrze że Lisa o tym nie wie, miałam jej powiedzieć, ale jest z Tobą szczęśliwa. Właśnie zycze Wam szczęścia, Pa. Nie chce was znać.
*Po rozmowie*
Zakończyłam rozmowę, telefon rzuciłam na stolik o mało się nie rozpad, i wyleciałam z mieszkania, nie chciałam aby Ben zobaczył że znowu płacze, że nie daje rady. Powiedziałam chłopakowi, który dzwonił wszytko co miałam. Mam więcej, ale myślę że tego nie przezyje. Dlaczego nie mogę być szczęśliwa?
Już miałam wyciągać moje lekarstwo z spodni gdy przyszedł do mnie Ben, spojrzał na mnie i znów nie pytając złapał mnie za rękę żebym wstała i znów mnie przytulił, po krótkiej chwili, która moim zdaniem mogła by jeszcze potrwać, weszlismy do domu. Ben zaprowadził mnie do przytulnej sypialni, w myślach miałam dzikie scenariusze, ale niestety jestem troszkę zboczona, w myślach dalej mnie to śmieszy. Usiedliśmy na łóżku, znaczy tylko on, ja stałam w drzwiach nie miałam pojęcia co zrobić. Chłopak ciągle na mnie się na mnie patrzył nie rozumiałam co chce mi przekazać, nie miałam siły już na nic. Podeszłam do chłopaka i nie wierzyłam że to zrobiłam położyłam głowe na jego nogach. Ben lekko sie poruszył, po tym położył głowe na poduszkach i swoją rękę na moim brzuchu.
-Skarbie powiesz wreszcie co się stało? Nie wiem jak Ci pomóc, a nie lubię jak taka piękna istota płacze. -Ugh... znów powiedział "skarbie", dziwnie się czuje. Nie jestem żadnym skarbem. Eh...
-No bo...- zaczęłam.- Miałam iść z Lisą na spacer do sklepu wszytko było ok, ale przyszedł ten palant And. gdy do mnie przyszliście dowiedziałam się że chodzą, moja przyjaciółka nie raczyła mi powiedzieć... No i on przyszedł chciał iśc z nami, ale dziewczyna stwierdziła że potrafię sama dojść. Byłam wkurwiona, miałam z nią pogadać. Poszam do sklepu, wróciłam szybko. Robiłam sobie płatki, też chciała. Wiec odgryzłam się i poszłam do pokoju. Przez te chwile byłam strasznie smutna, chciałam zadzwonić, ale pomyslam że nie bd ci przeszkadzać...-Ben przerwał eh.
-Ej mi nigdy nie będziesz przeszkadzać. No mów dalej, przepraszam.- Chyba zauważył mój wzrok.
-Więc stwierdziłam że pójde do Krambla ale nie wiedziałam gdzie, poszukiwałam Cię. Pierwsze miejsce gdzie byłeś to parking. No tu jestem.
- Skarbie, ja serio nie wiedziałem, przepraszam. A ten telefon?
-Andi sie "zmartwił". - W powietrzu pokazałam cudzysłów.
Przytuliłam się do bruneta i szybko odpłynęłam w kraine Morfeusza.
*Oczami Bena* *Noc*
Ja pierdole, jak oni mogli. Przez nich juz za niedługo moja księżniczka płacze. Obiecuje że zaopiekuje sie nią jak tylko będę mógł. Sprawie że znów będzie uśmiechnięta, ale zemną. Gdy tylko zasnęła, przykryłem ją kocem i poszedłem pod prysznic. Musze się odświeżyć. Mam nadzieje że się nie obudzi. Nie wiem czy chce zemną spać czy nie, ale nie zostawię jej tak. Nie moge pozwolić by znów płakała. Cierpię jak nikt inny gdy jej piękne oczy sa całe zeszklone. Kurwa mać, zabije.
Poszedłem się odświeżyć i po 5 minutach zobaczyłem siedzącą na łóżku dziewczynę. Krzywo się na mnie popatrzyła, wstała i podeszła do mnie. Przybliżyłem się do niej przytulając. Dziewczyna znów zaczęła płakać, i wyszeptywać jakieś słowa. Nie rozumiałem nic. Ale nie pytałem, nie chciałem żeby się tłumaczyła. Byłem pewien że już nic nie powie, i pójdziemy spać. Ale dziewczyna miała inny zamiar. jdę na spacer, myślałam że jak przejdę przez salon zobaczę ich przytulonych, ale nie. W pokoju miałam spakowaną tą małą torbę. Wyszłam by się przejść, Torbę postawiłam przy kurtkach. Lisa wygarnęła mi wszystko co miała, żaliła się mu. A ja... a ja tam stałam. Z nie dowierzaniem wybiegłam z mieszkania. Myślałam że to wszytko. Stałam pod drzwiami i nasłuchiwałam dalej. Lisa mówiła że jej mama koło mnie latała, że jestem lepsza, że jest cholernie zazdrosna o mnie. - mówiłam prawie dławiąc się łzami, pojedyncze krople były ocierane przez chłopaka. Gładził mnie po włosach, cichutko mówiąc coś. - Wbiegłam do domu jeszcze raz wzięłam Torbę i specjalnie aby zauważyli ze byłam w domu trzasnełam drzwiami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz