środa, 25 lutego 2015

15
 *Oczami Mani* *Rano* 
Wstałam rano z wielkim kacem, już miałam się zbierać kiedy zauważyłam że nie jestem w swoim pokoju, wyszłam na korytarz i znów zdziwiło mnie to że nie mam niebieskiego korytarza. Zeszłam na dół i zauwżyłam 5 osób siedzących na sofie. Nie znałam ich, oprócz jednego. Chłopaka o kręconych włosach, podeszłam do kanapy by się przywitać i dowiedzieć czegoś więcej. Chłopcy zwrócili swoją uwagę na mnie i wybałuszyli oczy. No tak, miałam ubrana niebieską bieliznę i koszlke z nadrukiem, zakrywała mi połowę dupy. Loczek wstał z kanapy i przytulił się mocno do mnie, ja zdziwiona objęłam Go, nagle poczułam większy ucisk. Okazało się że wszyscy są w około mnie, a ja stoję przytulona z każdej strony, nie odzywając się, wyrwałam się z uścisku chłopaków, i poszłam do kuchni, posznupałam  po szafkach, znalazłam  szklankę i nalałam sobie wody, w ciszy siadłam koło bruneta.
Chciałam na chwile posiedzieć w ciszy, jednak się nie udało.
-A no wiec Mania? Jak dobrze pamiętam. Loczek spotkał cię prawie nie żywą przy barze. Tak dla informacji jak się u nas znalazłaś.- powiedział do mnie farbowany blondyn.
-Dobrze wiedzieć. Ale nawet was nie znam. Obudziłam się w czyimś łóżku, nic nie pamiętam. Nie wiem kim jesteście choć twarze bardzo znajome z telewizji. Przepraszam Was bardzo, ale nie mam zbytnio czasu. Musze się ubrać i jakoś trafic do domu do mojej koleżanki, wczoraj bardzo duzo przeszła i muszę ją wspierać. Bardzo mi było miło, ale muszę iśc do łazienki jeśli mogę i ubiorę się. Nie będę już robiła kłopotu. - mówiłam wciąż i mówiłam. Mój monolog mógł się nie kończyć, ale zaschło mi w gardle. Nikt się nie odezwał. Ja niezapokojona wyszłam z salonu, i podreptałam na Górę z jeszcze większym bólem głowy. Jedynie z czym miałam kłopot to jak dojść do domu.
Weszłam do tego samego pokoju co się w nim obudziłam. Zebrałam swoje rzeczy do torebki, a z niej wyciagnełam czyste (zawsze nosze nigdy nic nie wiadomo). Pobiegłam do łazienki, wzięłam prysznic. Uczesałam włosy i ubrałam na siebie biały topi czarne lakierowane jeansy. Wyszłam z łazienki. Znalazłam śpiącego Loczka. Usmiechnełam się na samą myśl o tym jak słodko wygląda. Chyba mi się spodobał, ale to nic nie znaczy :) Po cichutku zeszłam na dół gotowa do wyjścia, już miałam zakładać moje czerwone botki kiedy ktos mnie zawołał. Odwróciłam się, ale nikogo nie zauważyłam. W salonie tez nikogo nie spotkałam. Wróciłam do ubierania prawego botka kiedy znów usłyszałam swoje imię. Zdiełam po raz drugi buta i poszłam do salonu, nikogo nie ma. Obeszłam cała Górę, kiedy zeszłam wszyscy siedzieli wpatrzeni we mnie jak w aniołka na swoich tyłkach. Grzecznie napytałam
-Co się stało?
-Nie chcemy zebys szła, nawet cię nie znamy. Ty nas na pewno znasz, ale nie kojarzysz. Proszę cię siądź tutaj. Opowiedz cos  sobie my ci się przypomnimy i cię puścimy wolno, ale musisz nam dać swój numer. Oki?- zapytał blondas. Poklepał ręką miejsce obok, a ja jak posłuszny piesek siadłam. Pogłaskał mnie po ramieniu i objął. Popatrzyłam na niego wzrokiem mówiącym "puść mnie, albo ci urwę jaja", chłopak chyba zrozumiał i mnie puścił. -A no wiec co wam mam powiedzieć?- zapytałam zaciekawiona
-No wszystko, jak chcesz my możemy zacząć.  Ja jestem Niall, obok mnie siedzi Zayn. Ten z komórką w ręku to Louis. Ten w kuchni to nasz dady, czyli Liam. Ten co jest nie wiem gdzie to jest Harry.
*Oczami Niall'a*
Patrzyła na nas z otwartą buzią, lekko się uśmiechnęła i głęboko oddychała. Każdy z nas był zdziwiony reakcją jej. Każda inna osoba by po nas skakała i była by inna, a ona trochę ze zdziwieniem i z uśmiechem na twarzy popatrzała i tyle? Czyli nas nie lubi? Szkoda. Bardzo fajna z niej dziewczyna :(.  Nagle dziewczyna połknęła powietrze...
-No tak, wiedziałam że was znam. Jesteście 5 przyjaciółmi, którzy podobno tu już troche mieszkają.. Ludzie o was gadają ze ktoś z was to gej czy coś. NIe wierze w to, ale jako osoby już was polubiłam. -dziewczyna nas uwielbia, kamień spadł mi z serca. Przy najmniej nie jest tak jak inni. Ale jaki gnojek, jesku czy ich jest 2. - No to odpowiadaj nam o sobie.- szeptem powiedział Lou jak by się czegoś bał. Nie był to zbyt miły wyraz pytania czy stwierdzenia.
-No to jestem Mania Stirson. Nie mam rodzeństwa...- na tą wiadomość jak by posmutniała, widziałem jej oczy świeciły się jak iskierki. - Mam 19 lat. No i chyba tyle. - dziewczyna skonczyła dośc krótką wypowiedz kiedy do salonu przyszedł Harry, podszedł do dziewczyny i lekko musnął jej policzek. Ona odwzajemniła lekki pocałunek i poszła do hollu, za nią Zayn i Harry, nie mogłem być gorszy pobiegłem do pomieszczenia. Dziewczyna stała przed drzwiami odwrócona w nasza stronę. - EEE nie chce robić kłopotu, ale Harry czy mógł byś mnie odwieśc do domu? Jak się nie myle to 10 minut stąd, ale nie chce wracać sama. Jeszcze piechotą. BYł byś taki dobry. ?- myślałem że mnie zapyta albo Zayna, ale nie Loczek wygrywa bitwe. On ma zawsze każdą, ma ją na jedną noc najczęsciej w jakimś hotelu, a rano przychodzi do domu jakby nigdy nic. Z nią było inaczej, ale dalej to nie znaczy że Harry, się nie zmienił. Nawet Zayn już przestał imprezować bawić się z laskami.  Tak jak i reszta zespołu. Od kąd jakas tam laska pobawiła się uczuciami Harrego, teraz ten się bawi dziewczynami... Dziewczyna stała tak, kiedy chyba sie poddała i otworzyła drzwi by sie wjśc. W końcu nikt sie nie odezwał. A jednak gdy tylko Harry usłyszł dziwiek otwierających się drzwi sie obudził.
-Tak, tak. Juz cie odwiozę, poczek minute.
---------------------------------------------------------------
No to kolejny dziki rozdział. Bardzo was kocham i życze danej środy. Cieszcie się dopoki możecie że sa coraz częsciej dodawane, bo za niedługo sie to moze skończyć :))))


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz