piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział 57

*Oczami Zayna*
Zawieźli ją na sale koło 2 godzin temu. Nie wiem dlaczego tak długo, to zykły fragment stoli czy szafki, chyba nie?
- Zayn nie denerwuj się, bedzie dobrze przecież ona jest dzielna, a lekarze jedyni z najlepszych. - pomagała mi się uspokajac Mania. Wszyscy byli w szpitalu, nawet ona i Harry. Siedzieliśmy dobre dwie godziny. Kiedy zobaczyłem że wywożą ją z sali uśmiech sam wkradł sie a usta.
- Panie doktorze, mozemy ją odwiedzić?
- Tak, ale najpierw musimy porozmawiać. - zabrzmiało groźnie. Kurwa.. - Pan ze mną pozwoli. - szedłem z nim aż doszlismy do jakiegoś zielonego pomieszczenia.
- A wiec co się dzieje? 
- Pacjętka, to znaczy pana dziewczyna.. jest dobrze teraz, ale podczas operacji wyciagającej i zszywającej rane zatrzymała się akcja serca, i to dwa razy. Ma szczęście że zyje.. Musi teraz dużo odpoczyć.. i prosze się odbywać stosunkó przez najblizszy miesiąc, nie wchodzic na żadne wysokości.. Niech zostaje w domu. Jest też chora, ma zapalenie płuc, już tak od trzech dni. NIe zauważył pan tego? 
- Nie, wyglądała dobrze, nic się nie stało... czy coś. - NIe miałem pojecia od tym zapaleniu Zawsze musi jej sie coś stac, jak by to nie mógł być ktoś inny. 
- Dobrze, wiec prosze o nią dbać, niech się nie odchudza, jesli ma jakieś diety jako tancerka, niech nie tańczy przez najbliższy miesiąc, a co najwazniejsze zadnego alkoholu. Ma sie rozumieć panie Malik? 
- Jasne doktorze. Ide dbać o moją choróbkę. Dziękuje, a kiedy bedzie wychodziła? - ciekawość to pierwszy stopien do piekła.. co ja poradze. 
- Jest dzisiaj piątek, wiec jutro rano spokojnie moze sie pozbierać, prosze do mnie przyjśc po wypis. Trzymaj się młody. - Pożegnełem go i poszedłem do reszty, widziałem jak wszyscy czekają ze się obudzi. Śpi to wiadome. 
Kazdy siedział w jakiejś częsci sali, wolne krzesło było tylko koło Niallera, gdyz Mania i Marta siedziały koło łóżka. 
- I jak coś się stało?  
- Powiem ci potem.. okey? - kiwnął głową na tak, wtedy moja dziewczyn otworzyła oczy, zakaszlneła lekko i chciała wstać. - O nie kochana lezysz, nie mozesz się przemęczać. 
- Ale dupa mnie boli od leżenia. - zaśmialismy się. Ta wróciła moja ksieżniczka codziennie się śmiejąca. - Mam ochote na cos czekoladowego. - popatrzyla na mnie. 
- A moze frytki do tego ? - posłałem jej oczko. 
- Buziak by się przydał. - podszedłem do niej i złozyłam szoczystego buziaka na jej ustach. - Dziękuje. 
- To moze ja pójde z Malikiem po cos czekoladowego. 
- Jasne chodz. Trzymajcie ją zeby nie wstawała, czy coś. 
- Jasne szefie. - odpowiedziała Mania. 
Szlismy do sklepu który znajdował się po drugiej stronie ulicy. Wczesniej Horan chciał wiedzieć co się dzieje, wiec przedstawiłem mu wszystko to co powiedział lekarz. 
- To nie dobrze.. jak moglismy nie zauwazyc. 
- Ja tez nie wiem, ale teraz gdy ją zabierzemy do domu to musimy ją wyleczyć, podobno mozna od tego cholerstwa umrzeć. A ona nie moze. 
- Coś jeszcze powiedział?
- No nie mozemy robić tego, nie moze tańczyć, no i sie przemęczać, najlepiej gdyby teraz siedziała w domu. No wiadomo nie?
- Jasne. - Kupiliśmy jej milke oreo i wróciliśmy, wszyscy sobie rozmawiali nawet jakiś chłopak.. 

*Oczami An* 
Gdy Horan i Malik wyszli przyszedł chłopak który z tego co pamietam asystował. 
- Witaj mała, jak się czujesz? 
- Witaj duży, już okey, ale jak widzisz chusteczki moimi przyjaciółmi, dlaczego nie odczuwałam ze jestem chora? - byłam bardzo ciekawa, nadal nie wiem. Czułam osłabienie, ale jakoś nie żeby aż zapalenie płuc. 
- A no wiesz... czasami się tak zdarza.. ze ten.. 
- Jesu, nie kłam bo nie wiesz. - nie wiedział.. 
- Mów mi Blayd,jezusem nie jestem. Własnie nie przedstawiłas mnie swoim przyjaciołom..hm - Ups zapomniałam.
- To jest Blayd, asystent doktorka który mi to cos wyciągał z głowy. Ten z lokami to Harry, ten w paski to Lou, ten w białej na krzesle to Liam. Ten koło niego to mój brat Maciek. - przedstawiłam najpierw chłopaków. Przywitał się ręką czy jak to tam się nazywa i zaczełam teraz od Mani. - Te brunetki to moje przyjaciółki. Mania i Marta. To Stev i Justin.. To chyba wszyscy. - W tej chwili przyszedł Zayn razem z Niallem. Dali mi czekolade Oreo już ich kocham. I przywitali sie z Blaydem. Dochodziła godzina osiemnasta wszyscy się zebrali tylko Town został, musiał zbadać mnie jeszcze i chwile pogadalismy, nastepnie sie z nim pożegnałam i usnełam. Gdy rano się obudziłam nad łóżkiem stało z 8 osób, niektórych pamietam, a reszty nawet nie znam. 
- Witaj aniołku. - przytulilam Blayda. - To jest twoja grupa taneczna, gdy ty znajdowałaś się na mistrzostwach twój mene, tworzył grupe. Wiem ze masz prace, ale chcemy abys wróciła do grupy jako nasz kapitanm zdecydowała kogo wybierasz na współ kapitana i zatańczyła z nami w grudniu w Brazylii na konkursie miedzynarodowym. Zgadzasz się? - Byłam mile zaskoczona ze wszyscy mnie odwiedzili. Po kolei zaczeli mi się przedstawiać. Blayd jest modelem, lekarzem i w wolnych chwilach modelem do zdjęc. Są bardzo mili, kazdy opowiadał mi kim jest. Są 5 chłopaków i 4 dziewczyny, z tego jeszcze dziewczyna Blayda Emili dojdzie do naszej grupy pod koniec tego miesiąca. Jest tancerką tego roku i młodsza od mnie o rok, i z tego co wynika najmłodsza. Cała nasza ekipa wynosi 10 osób. Jestm koniec sierpnia a ja mam szkołe nie skończoną... i prace zaczętą.., i przerwe do października... No świetnie.. Gdy dochodziła godzina dwunasta przyjechały dziewczyny z ubraniami. Zdziwiłam się gdy przywiozły mi ciepłe ubrania, gdyż było lato, no ale choroba jest i bedzie, wiec ciepło musze sie ubierać. Jasny styl, który mi zaproponowali bardzo mi sie podobał. Pasował do obecnego chumoru i samopoczucia. 
- Chodźmy po wypis Zayn czeka na dole. - kiwnełam głową. Zebrałam jeszcze rzeczy z półki i poszłam za laskami. W poczekalni/recepcji siedziała wysoka blondynka. Podała mi wypis i skierowała do doktora prowadzącego po podpis. Po drodze zachaczyłam o gabinet Towna zeby sie pozegnac, doktorek wypisał kwistek gdzie ja też się podpisałam, i mogłam bezpiecznie wyjść. Nareszcie.. 
- Cześć księżniczko. - Pocałowałam go na przywitanie.. uśmiechnął się zadziornie i otwarł dzwi mi i dziewczynom, abyśmy mogły wejść. 
- Dobra nie tyle słodkości, bo sie zerzygam. - zaszczypła Mania.
- Jakim ty jezykiem młoda damo sie posługujesz, ja sie pytam? - trzeba było rozładowąc napiecie głupimy tekstami podczas jazdy do domu. 
- Przepraszam mamo, już nie bedę. 
- Boże co za wariatki. - zamarudził Malik. 
- Te ty lepiej patrz na droge bo ci nikt nie obciągnie jak bedziesz nie grzeczyny. - wypowiedziała się Marta. 
- Nie bądz taka cwana kochana. 
- Nie bądz taki upierdliwy kochany, i tak cie nie lubie. 
- No wiem bo mnie kochasz. - Gdy tego słuchałam poczułam się zazdrosna o własną przyjaciółkę, wiem ze to głupie ale gdy ja i Mania wymieniałysmy spojrzenia w lusterku on i ona sie uśmiechali i dogadywali sobie jak para. Reszta drogi mineła predziudko. Na miejscu zostałam osaczona przyjaciółmi, jak i osobami z grupy tanecznej. Nie mam pojecia jak oni tam. Oczywiście nie mogło zabraknąć naszego szanownego pod doktorka, pojawił sie za mną i zakrył oczy, zgadłam bo śmierdział szpitalem. Wszyscy zasiedlismy do stołu gdzie podano nam obiad ugotowany przez Harrego. 
- Smacznego. - widziałam jak Marta porozumiewała się z Malikiem wzrokiem. A Maciek siedząc koło mnie nawet się nie odzywał. 
Po szkończonym posiłku udałam sie na rozmowe z braciszkiem. 
- Ej co się działo miedzy wami jak mnie nie było ? - spuścił wzrok i nic nie mówił. 
- Nie moge ci powiedzieć. - Odszedł od mnie bez wiekszych wyjaśnień.. nie wiem co to moze oznaczać. 
------------------------------------
TAM TAM TAM :* 
NASTĘPNY ROZDZIAŁ BEDZIE PRZED SWIETAMI DODAM NOTKĘ JAK COŚ 

1 komentarz: