Rozdział 3
*Oczami Angeliki*
Obudziłam się z strasznym bólem głowy. Zauważyłam że koło mnie leżała, bardzo piękna postać. Nie potrafiłam określić kto to. Jedynie co mi podpowiadało to piękne perfumy o zapachu lawendy. Używała takich perfumów jedynie Misi ( mama od Lisy). Nie byłam pewna czy to ona, ale kto to by był jak nie ona. Lisa przecież nie jest aż taka wysoka i nie jest brunetką.
Już miałam zamiar wstać i pójść nalać sobie wody, gdy ta osoba złapała mnie za rękę i szepnęła coś bardzo nie zrozumiałego. Stwierdziłam że jeszcze raz spróbuje wstać, miałam wielką nadzieje że Misi mnie puści. Spróbowałam i znowu się nie udało. Zaczęłam ją budzić, bo trzymała mnie za rękę która była wczoraj przez mnie okaleczana.
-Misi puść, to boli. Proszę!- Szeptałam, ale to nic nie dawało, a ręka dalej bolała.
- Oj córeczko przepraszam bardzo. A gdzie się panienka wybiera?-Zapytała już normalnym głosem. Zawsze się do mnie wracała córeczko, ja mówiłam do niej Misi, ale czasami żeby było jej miło mówiłam MAMO. Nie chciałam aby się czuła gorsza.
-Do kuchni, napić się i zrobić Tobie i Lisie coś do jedzenia. Musze się odreagować po wczorajszym dniu.
-Kochanie kłać się, jest dopiero 9.00, są wakacje. Lisa na pewno jeszcze śpi.-Strasznie nalegała abym została, ale ja się nie poddaje.
-Nie!-O mało nie wykrzyczałam, ostatnio byłam strasznie wkurwiona, a za razem szczęśliwa. - Idę robić śniadanie czy ci się to podoba czy nie. Dowidzenia.
-Dobra idź, ale nie wołaj mnie wcześniej niż o 11;00. -Och jak ona marudzi. Gorzej niż baba w ciąży. -Pa.
Uśmiechnęłam się lekko i zeszłam sprintem do kuchni. Weszłam do jadalni i zobaczyłam NOLIFA no myślałam że mnie szlak trafi, jest 9.00 a ona siedzi na necie. Wiedziałam że Lisa jest uzależniona, ale nigdy tak nie robiła. Jak się Misi dowie to będzie kiepsko. W Końcu mamy 18 lat a mieszkamy z nasza kochaną rodzicielką. Sama stwierdziła że dopóki mieszkamy pod jej dachem, są jakieś zasady.
Podbiegłam do mojej kochanej przyjaciółki i przytuliłam ją od tyłu, chyba się trochę przestraszyła bo podskoczyła jak kangur.
-Hey, Misiaku. Ty mój Nolif'ie.- Zachichotałam pod nosem gdy zobaczyłam jej wzrok. Nienawidziła jak mówiłam do niej NOLIFE.
-Ej nie gadaj do mnie tak. Bo powiem mamie.-Zawsze sobie tak żartowałyśmy i gadałyśmy dziecięcym głosem.
-Lisa! Jesteś może głodna?-Zapytałam nalewając sobie wody do szklanki.
-Jasne że tak, właściwie na to czkałam. Bo wiesz ja i kuchnia. Nie dobry związek.
-Dobra nie gadaj tylko leć się umyć przebrać i za 3o spotykamy się tu w kuchni na śniadaniu. -Lisa wybiegła z kuchni jak strzała o mało nie zabijając na schodach.
*Oczami Lisy*
Przyszła do mnie moja kochana "siostra" i od razu zaczęła mnie obrażać. Poczułam się gorsza, choć wiedziałam że robi se zemnie jaja. Kazała mi się szybko umyć, ubrać i zejść na śniadanie. Niestety sama bym se przygotowała, ale ja i kuchnia to nie pasuje do siebie. :(
A wiec szybko weszłam pod prysznic, zajęło mi to około 10 min, poleciałam szybko w samym ręczniku do szafy i stałam przy niej dość długo. Nie wiedziałam co wziąśc, mam tyle fajnych ciuchów, a ubieram prawie to samo. Czasami trzeba to zmienic. Przeszukiwałam szafę gdy ujrzałam mój ulubiony komplet. ( w szafie miałam każdy komplet razem poukładany). Taki fajny, na fajnie zaczynający się dzień. Wystarczy tylko poprosić mamę, by mi urzyczyła swoich mocy do zrobienia fryzury. Od zawsze jestem przyzwyczajona że to właśnie mama albo Angi robi mi fryz. Wystarczy pokazać obrazek i za jakiś 5 min tak samo wyglądam jak na obrazku, ale jestem blondynką.
Zostało mi jeszcze 5 min. Odłożę ten laptop, bo zapewne mama już jest w kuchni.
Ostatnio pisze z moją koleżanką z Berlina z koloni. Chciałyśmy się spotkać ostatnio, no ale zawsze się coś niespodziewanego działo. Pomyślałam że za tydzień w piatek byśmy się spotkały bo Angi wtedy jedzie na 3 dni do Polski po kostiumy do tańczenia i swoje radio. Jedzie z nią moja mama wiec wolny domek będę miała.
Po tych 5 minutach usłyszałam głośny krzyk mojej przyjaciółki.
-Jak nie zobaczę Cię w kuchni do 30 sekund zapomnij abyśmy poszły gdzie kolwiek razem.
Nie mogłam na to pozwolić, zamknęłam swój pokój i szybko biegam do kuchni, na szczęście zdążyłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz